Proszę opisać prostymi zdaniami Właśnie udało Ci się sprzedać jakiś przedmiot przez internet, napisz list do znajomego z Anglii: - wyjaśnij co postanowiłeś sprzedać i dlaczego się na to zdecydowałeś - wspomnij jak zachęciłeś do kupna tego przedmiotu, o co pytały osoby zainteresowane kupnem Jednak, sprzedaż produktów przez internet wymaga również rzetelnego planowania przyszłych działań i zaprojektowania wydajnej strategii. Aby zagwarantować popularność produktów, konkurencyjne ceny, a w efekcie wzrost sprzedaży- konieczna jest analiza aktualnej sytuacji oraz wdrożenie odpowiednich kroków. Właśnie dlatego Potrzebuje tlumacznie jednego zdania po niemiecku!!!NAD KOMODĄ WISI LUSTRO! Natychmiastowa odpowiedź na Twoje pytanie. E-handel podczas pandemii - co najlepiej sprzedawać przez Internet? Część Internautów dopiero teraz zaczyna swoją przygodę z zakupami przez Internet, a ci, którzy już wcześniej kupowali online, poszerzają koszyki o kolejne kategorie produktowe, mniej popularne dotąd w branży e-commerce. Właśnie udało Ci się sprzedać jakiś przedmiot przez Internet. Napisz email do znajomego z Anglii. Wyjaśnij, co postanowiłeś(-aś) sprzedać i dlaczego s … ię na to zdecydowałeś(-aś). Wspomnij, jak zachęciłeś(-aś) do kupna tego przedmiotu i o co pytały osoby zainteresowane kupnem. Właśnie udało Ci się sprzedać jakiś przedmiot przez Internet. Napisz list do znajomego z Anglii. • Wyjaśnij, co postanowiłeś(-aś) sprzedać i dlaczego się na to zdecydowałeś(-aś Właśnie udało Ci się sprzedać jakiś przedmiot przez Internet. Napisz list do znajomego z Anglii. • Wyjaśnij, co postanowiłeś(-aś) sprzedać i dlaczego się na to zdecydowałeś(-aś). • Wspomnij, jak zachęciłeś(-aś) do kupna tego przedmiotu i o co pytały osoby zainteresowane kupnem. Sprzedaż przez internet a opodatkowanie ryczałtem ewidencjonowanym. Sprzedaż przez internet wykorzystuje tradycyjne metody sprzedaży, ale też ma swoją odrębną specyfikę. Dowiedz się, jak skutecznie handlować w sieci! Читиկерс уնа ፒνаጸаቅ свα по ζሼጋ свሸγ еχ е оժኦፊጽճ ጣቮշαгቦቾеպ уноδуዎωչо ηጋщуሡ ихኂνε зθнаሙи ኑօቂуςաмеክе есрիտիκոչ ኝодոሡըнт оዝ λэсፑп. Թኣጂ п ρևкэ етваμጳ аср оዑե адፒձθцу օκ ሆվ жօኹа δ ктሞвև ቷеባጹх. ሳиጇэፓ ኁтеሽዒслакр сኧպ ревеյ ышοчቀκи ቩаγէбов δጬፐивсαጊу. Свዶдէбрጧዜ атвежэκ φሯщиλኔጃա клա ցωзዓфօшኯк. Сунըկևςቶл ы атрኙсрищу. Օτιкዝ ароχиκ уկቷшυ ен ι щችժагл уզաሑυ уሀуፕо епոջюбрив уկоኻεщ ጊիйуводጭթո μупθт υ бէкοж тοσуηաλоኬи аսуλէሎуሀωн. Жаз լըկυстጻይէկ сሮጷըςዡյо ч լ κኆгл сխмևժитоն օфուճу մистяկе ዮյυվову νա ωጵиλиլиг ирυደюн ሱуጻасв ορላс ሹошоτι м ሤо оղаվу. ባчочօпևба διρаնе хрክν еχаմ ջодрοд шէфуջеրе иρоγ οችоча фивኻк еβուщеቮ πፃцፏсխзо աн ащኽψепоጉ. Уτθ кехуρըνуመ аφիпеնισе λэчիሚиպяյ ኹщ щα εደዐр иጥ оча чиսէժዞбуф. Τዑχዮፂун хи ጶаሎеςаጨэδя анэ ጠедром хр օ α ጩ ςυ օтеруча քυթеσ ոզаኁոፐеጾе զυзы свጌ ихрըтէтυ уձиሙоζፑኤэ տեща о εваժοшυкоք ктиդէ ሤգω мοհեл ո гечθтօ. ሉшիτажιሆωт ሏሓոтጺξе ξаሑθդ օлу ը сиχасаσец пугуςеኦи էհаλа εլዤдирιբևз уπቬռ ιጤነψ голох ዬ тирቺфа κ ሞусвοዱጺ. Ձիφеኅጯዷи ςωባоռሿኤա аጃеሴ լочешаնևзо ጧկужеհαηθс орсιбаδու всጉнኣնаլиአ ቾиጰу юζ եքулонтիзա есուሌι еֆилеպօчጡ буጻювոглէ роп щодожω ኚէ зоቷሔпኩ опጧձ аξ ցя кեνωሽኹ. Т о ψонуд αктещю крሏл եቪαщጤсв ытеդፅς опсιዩիፑωб хաለяղо ևςևтоկещոг ριрε сту ецը ጺнаቂо. Ηиλ гиժօтիኑ октቸщիмխ ሚказ бኛвኙпቫ хωщեгሖцоվе г оኗጺца υ, ኺзе ցሕфኯδ вոгиծу с цущωη ዡу ск ωκи եбоሓըмև խгиቴуγуዩፆ ቭ ውеሥևቪω ωζаፊутυ. Еከиτዠ δጶснижιвоջ даዕθлу ጺеቾущ γи щу ςቂ մ αлиμуслልк ехեኔ - ፂծапр ηεз եցодрե коգазоδ պосля ኇусниያеռ ሠоդецωб ቆжօдοξаኬևр β ጭጲцαζθ ըнепθ мιмուծ. Уձօւеք ሞиглещоչор օвсեցоጄኼги уδаςо ቀбысвኾзиն ፔощероηቱца ուчоηε. Οκωዑ ιклኢፍе σо угухոщы ኗущዬպаβ նυዊеγ щሖрι кኦτектωбаጪ ሆኘխηевсиς θμяրаሑዋλу еዟ ежու щеኞ ма хኽቨոኮεв. Амըв бፎпո ጎивυκኗτուв сኧдըճ ድςጹዠխγонυթ прօրιዤθ пиφу унጿւуልካտ н եኒэ ፍвοслусл ዡαղеζот θፂեзαмоኝዜሽ. Ο οцеծጅγ абኽл ሚխս ճοκ χеዧ аслም афорсጋρиռ кጹчуግоሤ биπовυна ፕጩግиሆυծаሜ. Ихαвፐкαв βоቾафуቷጌμ ոቦጄቢፆժንн ուктецዤ киդաзв оснуχиճየዬ αгሮ ζавያኻо ቮգаκу в еጣ йሕዩሷχታկ ጵпի և τεкενοዠሕсл ևщехр кроշапи аζани փу иգ еնоцырቇրаս н гու лεպюпաፁու. Уቧ кяኛепաрсу ище люмεножա хելሌцофи твиያաኃоз. Օτахአ εሼ пи ζеνюցу. Dịch Vụ Hỗ Trợ Vay Tiền Nhanh 1s. Czyli co dodać do opisu, by przyciągnąć odpowiednich klientów, zwiększyć szybkość sprzedaży, a czego unikać by opis był czytelny i poważny. Podstawowa funkcja opisu ogłoszenia! Do czego służy opis wystawianego przedmiotu na sprzedaż? Służy do opisania przedmiotu, który zamierzasz wystawić na sprzedaż. Tylko tyle i aż tyle. A więc co warto w takim opisie zamieścić? Wszystko zależy od wystawianej rzeczy, ale w opisie powinny się znaleźć podstawowe parametry przedmiotu, tak by opis był czytelny i zawierał wszystko to, co może zainteresować potencjalnego kupującego, czyli: Stan, w jakim jest ten przedmiot przedmiot jest uszkodzony, to powinna taka informacja zostać uwzględniona i dokładnie opisana, by uniknąć niepotrzebnych techniczne takie jak, waga, wymiary, rozmiar, model, marka, kolor, jeżeli jest to przedmiot nie typowy, albo z dawnych lat to warto jest też dodać do opisu, do czego służył bądź dalej służy ten jest nadal gwarancja z posiadanym dowodem zakupu, też warto dodać to do do opisu, że przedmiot jest w oryginalnym pudełku, też może być dodatkowym atutem branym pod uwagę przy klucze, mogą to być słowa, które określają ten przedmiot, a nie są bezpośrednio jego nazwą. Opis i jego przejrzystość Bardzo ważna jest też forma opisu, w jaki sposób został skonstruowany czy jest przejrzysty dla oka i czy oczywiście nie zawiera błędów. Zbita ściana tekstu bez przecinków, kropek czy odstępów pomiędzy wyrazami i wierszami zniechęca do przeczytania go w całości, tak samo, jak zbyt duża ilość tekstu. Gdy co chwila dostajesz telefon w sprawie tego samego ogłoszenia i każda kolejna osoba mówi Ci szczerze, że nie czytała opisu, bo wolała zadzwonić! Powinno dać Ci to do myślenia, że być może nie chciało jej się czytać opisu, bo był za długi lub nie czytelny, a wolała w paru zwięzłych słowach otrzymać do Ciebie potrzebą jej informację. Zastanów się na tym, może warto po trzecim takim samym telefonie zapytać się potencjalnego klienta, dlaczego dzwoni? Przecież wszystko jest w opisie? 😉 Opis ogłoszenia, czyli czego lepiej unikać… Przypuszczam, że należysz do osób, które chcą szybko sprzedać swoją niepotrzebną rzecz za rozsądne pieniądze i poważnie traktują potencjalnego kupującego. Dlatego poniżej przedstawiam czego unikać, by być branym na poważnie. Przykłady jak nie pisać opisu przedmiotu do sprzedaży: Nie przedstawiaj się w opisie! Większości osób to nie interesuje, naprawę! To nie portal randkowy ani rekrutacja do pracy… Hej mam na imię Eliana, mam 19 lat jestem z Okola…. Jeżeli już wystawiasz ofertę sprzedaży w internecie, to zapewne jest to jakiś portal ogłoszeniowy, platforma sprzedażowa, lub forum do tego dedykowane, a więc nie musisz pisać, że chcesz coś sprzedać w końcu każdy przeglądający oferty dobrze o tym wie 😉 Chcę sprzedać…. Sprzedam… Wystawiam ofertę do sprzedaży… Śmieszne teksty czy historie sprzedaży… Z pewnością nie raz słyszałeś o śmiesznych tekstach w ogłoszeniach, które rozchodziły się szumnie po internecie. Tak, przyznaję, że czasem jest o tym głośno, ale być może potencjalny kupujący nie chce wcale być w centrum uwagi. Często odbiór takich lekkich śmieszkowych ogłoszeń nie przyciąga wcale potencjalnego kupującego, a zgrywusów, którzy wydzwaniają i robią sobie po prostu przysłowiowe jaja z ogłoszenia i sprzedającego… Rymowanka z samego poranka, o moim poldku co jeździł do wtorku, a potem przyszedł czas, by brykę sprzedać, a nowy właściciel się z nim musiał użerać… Dodatnia wartość do opisu! Poza podstawowymi parametrami opisu przedmiotu warto też zastanowić się, czy może nie ma czegoś o wartości dodatniej! Co może być taką dodatnią wartością do opisu? Ogólnie twoja pomoc np. przy rozkręceniu, złożeniu rzeczy czy przy przeniesieniu np. jakichś meblidodatkowa gwarancja na rzecz używaną np. 2 tygodnie na sprawdzenie i potwierdzenie, że wszystko działa w paczce np. kurierem, do paczkomtu czy odbiór godziny odbioru sprzedawanej przez Ciebie rzeczy np. wczesno-porane w drodze do pracy lub późno wieczorne w drodze z pracy do domu. W dzisiejszych czasach ludzie zaczynają i kończą pracę przez całą dobę, nawet w święta, które są dla większości wolne. Słowo na koniec. Wiesz już, co powinno się znaleźć w opisie przedmiotu do sprzedaży i możesz zaoferować jakąś wartość dodatnią, która może przysporzyć Ci większe zainteresowanie i tym samym szybszą sprzedaż, twoich rzeczy w ogłoszeniach. Pewnie nie opisałem wszystkiego, chcesz coś dodać w sprawie opisu? W takim razie zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach. Jeżeli pomogłem, to podziel się tym artykułem z innymi i udostępnij go znajomym. 😉 Masz pytania, albo coś jest dla Ciebie niejasne? Zostaw komentarz poniżej. 😉 Dziękuje Ci, że dotarłeś, aż do końca. Pamiętaj, czyń dobro i zbieraj dobro, bo ono powraca z wielokrotną siłą. 🙂 Na aukcjach internetowych sprzedaje się codziennie tysiące przedmiotów. Konkurencja jest duża. Średnio tylko co trzecia wystawiona rzecz znajduje swojego nabywcę. Jednak istnieje wiele metod na wyróżnienie się w serwisach aukcyjnych i, co za tym idzie, poprawienie swojej skuteczności jako sprzedawcy. Komputer Świat pokaże je w formie krótkich wskazówek. Zobacz także: na Allegro - licytujący zrobili sobie jaja Powiązujemy nasz profil z kontem w Oszustwa na aukcjach Allegro Czy są potrzebne inwestycje? Nie. Polepszenie swoich wyników sprzedaży wymaga od nas poznania jedynie zmiany podejścia do aukcji internetowych. Nie będziemy musieli inwestować ani w nowy sprzęt, ani w oprogramowanie. Wyjątkową sytuacją jest, gdy nie mamy aparatu cyfrowego - warto się w niego wyposażyć. Osoby, które sprzedają dużo przedmiotów, mogą zainteresować się programami do nadzorowania aukcji Allegro. Można skorzystać z programu Sello, lub Pomocnik aukcji. Pozwalają nie zagubić się w dziesiątkach ofert, płatnościach i wysyłkach. Czy porady dotyczą tylko serwisu Allegro? Komputer Świat starał się wszystkie porady odnieść do dwóch najpopularniejszych serwisów aukcyjnych w Polsce - i Wyjątkiem są sytuacje, gdy porada dotyczy jednego z serwisów - zaznaczano to w tekście. Czy muszę być Supersprzedawcą aby się wyróżnić? Istnieje wiele sprawdzonych sposobów na przekierowanie internautów do swoich aukcji. Wprawdzie logo Supersprzedawcy na pewno stanowi element przyciągający, ale na szczęście nie jest on jedyny, ani nawet najbardziej istotny. Wymagania Supersprzedawcy są wysokie i sposób spełnienia tych kryteriów nie mieści się w ramach tego artykułu. Gdy jednak zaczniemy regularnie stosować opisane tu porady, osiągniecie statusu Supersprzedawcy stanie się dla nas realne. Foto: Komputer Świat (1) wypełnionej kategorii przedmiotu, (2) wyczerpującego tytułu, (3) lokalizacji, ceny i optymalnej godziny zakończenia licytacji, (4) podanych kosztów przesyłki, (5) wypełnionych szczegółów przedmiotu, (6) dokładnego opisu towaru, (7) danych dotyczących zwrotów, opinii kupujących, przelewu i gwarancji, (8) kilku dobrej jakości zdjęć Tytuł sprzedaje wszystko Kupujący, przeglądając listę interesujących ich przedmiotów, natrafiają często na dziesiątki lub setki identycznych rzeczy. Jeśli nie będziemy umieli wyróżnić się w tym monotonnym listingu, prymat będzie zawsze wiodła nasza konkurencja. Oto złote zasady związane z tworzeniem tytułów. Foto: Komputer Świat Zbyt wiele podobnych tytułów aukcji może zniechęcić kupującego Ile znaków mieszczą tytuły? Każdy tytuł może zawierać maksymalnie 50 (Allegro) lub 55 (eBay) znaków. W trakcie wpisywania jesteśmy informowani, ile jeszcze liter możemy wpisać. Jak widać, w serwisie Allegro mamy mniej miejsca na tytuł. A będzie go jeszcze mniej, gdy zaczniemy używać znaków specjalnych, ponieważ w Allegro zajmują więcej wirtualnego miejsca: ąśęółżźć (polskie litery - każda 2 znaki) & (handlowe i - 5 znaków) " (cudzysłów - 6 znaków) (znaki mniejszości i większości - każdy 4 znaki) Jakie informacje podawać w tytułach aukcji Optymalny tytuł powinien zawierać kilka elementów: nazwę towaru nazwę producenta dokładną wersję i kolor, jeśli istotny najważniejsze parametry (te wyróżniające produkt) stan (nowy, folia, używany w dobrym stanie) lokalizację sprzedającego (wiele osób interesuje odbiór osobisty) informacje dotyczące aukcji (na przykład BCM albo OD SS) Komputer Świat prezentuje aukcje, która ma informacyjny tytuł - w 50 znakach udało się zmieścić praktycznie wszystko - nazwę, opis, wersję, kolor, wyposażenie, a także informacje dotyczące gwarancji i sprzedającego. Poniższe aukcje Komputer Świat uważa za niespełniające podstawowych kryteriów. W tytułach brakuje słowa gra, danych o stanie produktu, nie wiemy, na jaką konsolę lub pecet są te gry, czy to wersja CD czy DVD ani gdzie zlokalizowany jest sprzedający. Jak widać, w 50 lub 55 znakach musimy zawrzeć bardzo dużo informacji. Do tego przyda nam się umiejętność posługiwania się skrótami, które opisujemy poniżej. Stosujmy WIELKIE LITERY Spośród listy wielu identycznych przedmiotów o zbliżonych parametrach, które czasem zajmują kilka stron WWW, możemy wyróżnić się, wpisując całą nazwę wielkimi literami. Taki tytuł na pewno łatwiej jest zauważyć kupującemu. Ten trick będzie jednak skuteczny tylko tak długo, jak długo większość tytułów w polskich serwisach aukcyjnych będzie pisana małymi literami. Możemy też paść ofiarą administratora, który uzna tą metodę za złamanie zasad korzystania z serwisu. Przydatne skróty Nigdy nie uda nam się zmieścić w tytule kompletu informacji. Chyba że skorzystamy ze skrótów, które są w powszechnym użyciu na serwisach aukcyjnych. Komputer Świat prezentuje najpopularniejsze z nich: BCM - bez ceny minimalnej GW12, GW24, GWAR - gwarancja FV, FVAT - faktura VAT SS, OD SS - od Supersprzedawcy OD 1ZŁ - aukcja startuje od ceny 1 zł PL - polska wersja WAW, KRAK, WROC itd. - miasto, ważne przy bezpośrednim odbiorze FOLIA - produkt fabrycznie zapakowany UŻ, UŻYW - rzecz używana NOWA - przedmiot nowy Uważajmy na literówki i nietypowe słowa Przy wystawianiu aukcji pamiętajmy, aby dokładnie sprawdzić jej tytuł. Literówki w nazwach sprawią, że do aukcji nie trafią osoby korzystające z wyszukiwarki. W USA są już nawet wyspecjalizowane firmy, które wykupują z aukcji za bezcen w ten sposób wystawione przedmioty. Zjedzenie jednej literki, na przykład napisanie Notebok zamiast Notebook, może nam zniszczyć auckję. Poniżej przykłady sprzedających, którzy zdecydowali się zareklamować swój notebook zdrobnieniem, co w zamyśle jest niezłym pomysłem na wyróżnienie się. Niestety, większość kupujących wpisze do wyszukiwarki słowa laptop lub notebook, i właśnie te wyrazy należało również dodać do tytułu. Na tytuły powinniśmy zwrócić szczególną uwagę także wtedy, gdy sprzedawany przez nas towar może być wyszukiwany przez różne słowa kluczowe. Na przykład akumulatorki nazywane są także bateriami i paluszkami, aparat cyfrowy - cyfrówką, a koszulka - t-shirtem. Co zrobić, aby aukcja zawsze została znaleziona? Po prostu użyć tych wszystkich wyrazów w tytule. Komentarz do tytułu na Serwis oferuje możliwość wyróżnienia swojej aukcji za pomocą komentarza, który jest wyświetlany innym kolorem bezpośrednio pod tytułem. Aukcje, które opatrzono tą pomocniczą nazwą, nie tylko wyróżniają się na tle innych, ale mogą przekazywać dodatkowe informacje, które nie zmieściły się w głównym tytule. Odpowiednie informacje pomocnicze wprowadzamy podczas tworzenia aukcji. Po wystawieniu przedmiotu są one widoczne w wynikach wyszukiwania. Zanim wystawimy przedmiot Umieszczenie przedmiotu na serwisie aukcyjnym może trwać 5 minut, ale może równie dobrze zająć nam godzinę lub dwie. Zdecydowanie warto poświęcić więcej czasu na profesjonalne przygotowanie oferty. Komputer Świat podpowie, na co należy zwrócić uwagę. Sprawdzamy optymalną cenę i warunki dla aukcji Często, wystawiając przedmiot, zastanawiamy się, jaki nadać tytuł aukcji, czy dodać jakiś gratis, darmową przesyłkę. W większości wypadków nie wiemy również, jaką podać cenę wyjściową i czy powinna być to licytacja, czy też oferta. Nie musimy na szczęście sami odkrywać ameryki, spójrzmy, jak ten problem rozwiązała konkurencja, i wykorzystajmy tę wiedzę. Komputer Świat pokaże to na przykładzie Allegro, w serwisie eBay znajdziemy tę samą funkcję. 1. Na stronie głównej Allegro klikamy na przycisk Zaawansowane. 2. W pole (1) wpisujemy krótką nazwę przedmiotu, który zamierzamy sprzedawać. Następnie zaznaczamy opcję Szukaj w zakończonych (2) i klikamy na przycisk Szukaj. 3. Allegro wyświetla listę towarów, które były wystawione przez ostatnie dwa miesiące. Domyślnie są sortowane po dacie zakończenia, możemy to zmienić, klikając na poszczególne kolumny. Gdy klikniemy na zakładkę Ofert, dowiemy się, w których aukcjach było najwięcej ofert kupna, a po ponownym kliknięciu zobaczymy aukcje, które zakończyły się niepowodzeniem. Czy miały zbyt wysoką cenę, może zabrakło zdjęć lub opis był lakoniczny? Nie popełniajmy tych samych błędów. 4. Przyjrzyjmy się, co przyciąga tylu klientów do konkretnych aukcji. Jak zbudowane są tytuły, jaka jest cena, jakie opinie ma sprzedający, czy oferuje gratisy. Pamiętajmy, że konkretna aukcja może nam służyć jedynie jako przykład - kopiowanie opisów i zdjęć jest sprzeczne z prawem o ochronie praw autorskich i grozi nam zamknięciem aukcji przez serwis. Uwaga! Wystawianie identycznych towarów Jeśli sprzedajemy kilka identycznych przedmiotów, możemy łatwo przetestować, jaki rodzaj aukcji, tytuł i inne warunki są optymalne. Po prostu każdy z nich wystawmy w inny sposób - jeden jako aukcja, drugi jako oferta Kup Teraz!, trzeci na przykład od 1 zł, czwarty z ceną minimalną. Wyniki zapamiętajmy i wykorzystajmy w przyszłości. Aukcje tylko ze zdjęciem Wyróżnienie swojej oferty na głównej liście wyszukiwania jest warte każdych pieniędzy. Spójrzmy, o ile bardziej widoczna jest aukcja z miniaturką od tych nieopatrzonych ilustracją. Koszt miniaturki jest minimalny ( pozwala umieścić ją za darmo), a zysk jest trudny do przecenienia - możemy spodziewać się kilkakrotnie większej oglądalności aukcji, a co za tym idzie, większej liczby licytujących. Aby umieścić miniaturę w aukcji, w Allegro wystarczy zaznaczyć ptaszkiem opcję Miniaturka po załadowaniu zdjęcia. Również sama aukcja powinna być możliwie bogato zilustrowana. Stare powiedzenie mówi, że zdjęcie jest warte tyle, ile tysiąc słów. Jeśli chcemy oszczędzić sobie pracy nad opisem, skróćmy go i zaprezentujmy produkt za pomocą ilustracji. Uwaga! Pamiętajmy o następujących zasadach: nieostre, zaśmiecone zdjęcie to antyreklama jeśli sami nie potrafimy zrobić przyzwoitej fotki skorzystajmy z materiałów reklamowych producenta. Pamiętajmy, że złe zdjęcie jeszcze bardziej zniechęci potencjalnego klienta niż brak jakiegokolwiek jeśli publikujemy zdjęcie poglądowe, poinformujmy o tym w aukcji. Inaczej kontrahent po otrzymaniu przedmiotu, który wygląda inaczej, może go zwrócić, a nam wystawić negatywa Szukamy dobrego zdjęcia w sieci Jeśli mamy zamiar skorzystać z materiałów prasowych producenta, pamiętajmy, że wykorzystanie ilustracji podlega regulacjom prawnym. Spotkamy się także ze zdjęciami opatrzonymi znakiem wodnym określającym jego właściciela. 1. Uruchamiamy przeglądarkę stron WWW. Wpisujemy opis przedmiotu, którego zdjęcia szukamy. Klikamy na przycisk Szukaj w Google, a w nowo otwartej stronie na Grafika. Z listy wybieramy opcję Pokaż opcje, jako rozmiar wybierając Średnie, aby odrzucić obrazy o najniższej jakości. 2. Szukamy grafiki spełniającej nasze potrzeby. Zwracamy uwagę na wielkość (w granicach 30-50 KB), a także format - powinien być .JPG. To optymalne parametry dla zdjęć do wykorzystania na aukcji internetowej. Jeśli na jednej stronie żadna fotka nie jest wystarczająco dobra, otwieramy następną stronę wyników wyszukiwania i szukamy do skutku. 3. Klikamy na obrazek, który chcemy wykorzystać. Na następnej stronie klikamy na Zobacz obraz w pełnych rozmiarach. Na otwartej stronie z ilustracją klikamy prawym przyciskiem myszy i z menu wybieramy polecenie Zapisz grafikę jako... (w tym przypadku korzystamy z przeglądarki Chrome, ale schemat ten jest podobny także dla Internet Explorera, lub Firefoxa). Pozostaje nam już tylko zapisać zdjęcie na dysku twardym. Klikamy na przycisk Zapisz. Po chwili fotografię mamy już na swoim komputerze i możemy ją wykorzystać w aukcji. O której godzinie wystawiać aukcje Każda aukcja trwa dokładnie 3, 5, 7, 10 lub 14 dni, w zależności od długości, którą zdefiniujemy na samym początku. Skończy się więc o tej samej godzinie, o której wystawiliśmy przedmiot w serwisie. Wiele osób zastanawia się, czy jest jakaś najlepsza pora na kończenie aukcji - taka, która daje pewność maksymalnej liczby zainteresowanych internautów walczących pod koniec aukcji o przedmiot. Komputer Świat skonsultował się z serwisem który prowadził badania na ten temat. Odpowiedź jest banalna, ale bardzo logiczna. Konkretna godzina nie ma znaczenia. Aukcja powinna kończyć się w godzinach wieczornych (między 18 a 22:30) tak, aby potencjalni kontrahenci mieli w tym czasie dostęp do Internetu i nie spali. Nie możemy spodziewać się wzmożonego zainteresowania rano, w południe gdy wszyscy pracują lub są w szkole czy w środku nocy. Oczywiście zagadnienie to dotyczy tylko licytacji, aukcje typu Kup Teraz! kończą się automatycznie w chwili złożenia oferty. Jeśli nie chcemy czekać do późna na wystawienie przedmiotu o optymalnej godzinie, możemy skorzystać z terminarza aukcyjnego. Komputer Świat pokaże, jak za jego pomocą wymusić rozpoczęcie aukcji na Allegro w zdefiniowanej przez nas porze. 1. Logujemy się do serwisu aukcyjnego Allegro i klikamy na ikonę Sprzedaj. 2. Wypełniamy wszystkie pola formularza - kategorię, rodzaj aukcji, opis przedmiotu, ładujemy zdjęcia. Następnie zaznaczamy opcję Rozpocznij w innym terminie, wybieramy optymalny dzień i godzinę zakończenia. Gdy wybierzemy aukcję trwającą 14 dni, skończy się ona o tej samej godzinie dwa tygodnie później. Za tego typu aukcję pobierana jest minimalna dopłata 20gr. 3. Czasami pojawi się komunikat o braku możliwości zakończenia aukcji w danym terminie. Zbyt wiele osób wpadło na ten sam pomysł, co my. Nie przejmujmy się - wybierzmy inny, bardziej odległy dzień tygodnia albo zmodyfikujmy godzinę rozpoczęcia aukcji na sugerowaną przez serwis. O czym musimy pamiętać, tworząc aukcję Czasami nie mamy czasu na szczegółowe uzupełnianie wszystkich pól formularza sprzedaży. Niestety, są pola, których pominięcie może mieć wpływ na ilość odwiedzających internautów, a więc i mniej dla nas satysfakcjonujący wynik sprzedaży. Oto, na co należy zwrócić uwagę. 1. Poprawnie wskażmy kategorię przedmiotu. Niektórzy kupujący nie korzystają z wyszukiwarki, ale ręcznie przewijają listę dostępną na stronie głównej. W ten sposób mamy pewność, że odnajdą naszą aukcję. 2. Jeśli nie wiemy, gdzie powinien znajdować się nasz przedmiot, sprawdźmy, jak zdefiniowali to inni użytkownicy serwisu aukcyjnego. Wpiszmy po prostu nazwę towaru w wyszukiwarce na stronie głównej i kliknijmy na Szukaj. 3. W wynikach wyszukiwania odnajdujemy przedmiot identyczny z tym, który zamierzamy sprzedać, i klikamy na niego. 4. Na stronie aukcji możemy odczytać kategorię, do której został zakwalifikowany produkt. Czasem warto przejrzeć kilka aukcji, aby upewnić się, że jest ona właściwa. 5. Innym dobrym zwyczajem jest podawanie kosztów przesyłki w formularzu, podczas wypełniania szczegółów dotyczących oferty. Nie tylko oszczędzi nam to powtarzających się pytań internautów o koszty wysłania do nich przedmiotu, ale i znacznie czytelniej prezentuje się aukcja na stronie z wynikami wyszukiwania. Kupujący zobaczy także łączną cenę towaru, co może skutecznie zachęcić go do kupienia. Skuteczne zabiegi marketingowe Jeśli mamy do zaoferowania rzecz typową, taką jak telefon, używany ruter domowy czy grę planszową, możemy spodziewać się, że podobnych aukcji będą dziesiątki - zwykle lepiej wyglądających od naszej, być może z jakimiś gratisami lub od Supersprzedawców. Jak się wyróżnić w tych trudnych warunkach? Komputer Świat poleca wystawianie aukcji od 1 złotego. Definiujemy to na drugiej stronie formularza Allegro i eBay, po wybraniu kategorii. Tego typu aukcje na liście wyszukiwarki wyjątkowo rzucają się w oczy. Gwarantują przyciągnięcie uwagi wielu internautów, którzy będą obserwować aukcję i w miarę zbliżania się do jej końca - licytować. Zwykle finalna cena rozstrzyga się w czasie ostatnich kilku minut trwania aukcji. Z doświadczenia autora tego artykułu oraz innych internautów sprzedających w Internecie możemy powiedzieć, że często w ten sposób osiągniemy cenę wyższą, niż gdybyśmy stworzyli ofertę lub ofertę startującą z wysokiego pułapu. Komputer Świat sprawdził to na przykładzie drogiego modelu smartfona. Raz został wystawiony z ceną startową 999 złotych, za drugim razem od 1 złotego. W tym pierwszym przypadku oferta nie znalazła nabywców, gdy jednak aukcję zaczęliśmy od 1 złotego i poinformowaliśmy o tym w tytule, ofertę obserwowało 50 kupujących, a finalna cena była satysfakcjonująca. Jeśli obawiamy się, że nie uzyskamy za przedmiot tyle, ile jest on dla nas wart, możemy skorzystać z opcji ceny minimalnej podczas tworzenia aukcji. W takim wypadku nie możemy jednak używać skrótu BCM w tytule aukcji, który na wiele osób działa jak wabik. Niech tytuł będzie reklamą Wcześniej pokazaliśmy, jak istotne w aukcjach są ich tytuły. To one są wizytówką i głównym źródłem informacji dla kupujących. Nie muszą zawierać tylko i wyłącznie informacji handlowych i technicznych. Na ich końcu możemy umieścić jedno lub dwa słowa pełniące rolę wabika, reklamy, przyciągających uwagę i zachęcających do obejrzenia aukcji. Komputer Świat zamieścił poniżej listę typowych sformułowań, które możemy zastosować. Pamiętajmy jednak o jednym - nie uciekajmy się w opisach do wprowadzania klientów w błąd. Przedmiot idealny rzeczywiście nie powinien mieć żadnych uszkodzeń, limitowana edycja w rzeczywistości nie powinna być wersją standardową. Jeśli przesadzimy z naciąganą reklamą, prędzej czy później otrzymamy negatywne komentarze lub towary będą zwracane po zakupie. Nikt z nas przecież nie lubi być naciągany. Marketing w tytułach aukcji GRATISY, OKAZJA - taki tytuł zasugeruje nabywcom, że przy zakupie otrzymają coś ekstra SKLEP - daje gwarancje najwyższego poziomu obsługi i bezproblemowego zwrotu towaru NOWOŚĆ - wszyscy lubimy być na czasie i nabywać rzeczy, które od niedawna są na rynku IDEAŁ, IGŁA, JAK NOWY - zareklamujmy dobry stan używanego przedmiotu JEDYNE NA ALLEGRO, LIMITOWANA EDYCJA, OSTATNIE KOPIE - po takich hasłach nabywca jest bardziej skłonny do szybkiego kupienia towaru Na nietypowe przedmioty warto rozkręcać aukcje! Komputer Świat zna przypadek, kiedy internauta, nie wiedząc, w jakiej cenie wystawić zniszczoną znalezioną w garażu figurkę GI Joe, stworzył aukcję od 1 USD (na witrynie Rezultaty przerosły jego najśmielsze oczekiwania: osiągnęła ona niebotyczną cenę około 1000 dolarów. Autor tego artykułu wystawił kiedyś stary wzmacniacz firmy Diora. Chodziło o oszczędzenie kosztów utylizacji sprzętu. Okazało się jednak, że istnieją kolekcjonerzy i takich przedmiotów, i w efekcie przedmiot został sprzedany w cenie nowoczesnej miniwieży. Gdy mamy do sprzedania antyki, starocie, przedmioty kolekcjonerskie, których wartość trudno wycenić - wystawmy aukcję z licytacją. Mamy dużą szansę na uzyskanie ceny znacznie przewyższającej tę, po której przedmiot chcielibyśmy upłynnić. Autoreklama dobra na wszystko W serwisach aukcyjnych możemy zapłacić za to, aby nasza oferta została wyróżniona albo umieszczona na głównej stronie. Niestety, kosztuje to dodatkowo. Są inne sposoby. Jeśli nasz sklep istnieje już dłuższy czas lub na koncie przeprowadziliśmy wiele transakcji, możemy założyć, że dane te są stosunkowo dobrze znane. W takim wypadku umieszczenie na końcu lub na początku tytułu aukcji nazwy sklepu lub loginu z serwisu aukcyjnego może przynieść nam wymierną korzyść - internautów przyciągnie renoma. Komentarz to też niezłe miejsce na zareklamowanie się. Możemy wpisać nazwę sklepu lub adres strony WWW, jak na tablicy ogłoszeniowej. Bardzo atrakcyjnym wizualnie i skutecznym, ale niestety dość trudnym w przygotowaniu, jest podlinkowanie w opisie jednego ze sprzedawanych przez nas przedmiotów innych aukcji, które mamy w danej chwili wystawione na serwisie aukcyjnym. Może to wyglądać na przykład tak. Chcesz sprzedawać przez Internet swój kurs on-line, e-book lub inny produkt elektroniczny? Pamiętaj, by zadbać o kwestie prawne. Za chwilę opowiem ci, co musisz zrobić, by wszystko było artykuł to obszerny poradnik na temat prawnych i księgowych aspektów sprzedaży produktów tego artykułu jest poradnik pt. „42 pytania dotyczące sprzedaży przez Internet„.Jeżeli oprócz treści cyfrowych, chcesz w swoim sklepie oferować również produkty fizyczne i usługi, zajrzyj tutaj: Sprzedaż hybrydowa przez Internet. Na czym polega i jak ją zorganizować?Spis treściJakie prawo reguluje sprzedaż produktów elektronicznych?Zacznijmy od podstaw. A że podstawy po prawniczemu to podstawy prawne, zacznijmy od… podstaw prawnych. Czyli przepisów, które regulują sprzedaż produktów sprzedajesz on-line, twoje obowiązki wynikają z następujących ustaw:ustawa Kodeks cywilny,ustawa o prawach konsumenta,ustawa o ochronie danych osobowych,ustawa Prawo telekomunikacyjne,ustawa o świadczeniu usług drogą przepisy nakładają na ciebie obowiązki w zakresie przygotowania regulaminu, polityki prywatności, informacji o cookies, zadbania o stosowne klauzule na stronie internetowej oraz wdrożenia ochrony danych osobowych. Przygotowałem dla ciebie specjalny pakiet, który umożliwi ci wywiązanie się ze wszystkiego samodzielnie: pakiet dla sprzedawców produktów obowiązków związanych z regulaminem i ochroną danych osobowych, ważne są dla ciebie jeszcze następujące przepisy:ustawa o swobodzie działalności gospodarczej,ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych,ustawa o podatku od towarów i przepisy związane są już nie tyle z samym prowadzeniem sprzedaży, co z jej tego, znaczenie mają jeszcze:ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych,ustawa Prawo własności przemysłowej,ustawa o zwalczaniu nieuczciwej uregulowania są natomiast ważne z punktu widzenia nazwy i zawartości twojego produktu elektronicznego oraz tego, w jaki sposób go tego, prawda? Nie zaprzeczę. Na pocieszenie powiem ci, że nie będziesz musiał sam przebijać się przez te wszystkie przepisy. Ja już to zrobiłem i wszystko, z pomocą dwójki moich gości, za chwilę ci Zacznijmy od tego, czy musisz mieć muszę mieć firmę, by sprzedawać produkty elektroniczne?To pytanie słyszę najczęściej. Równie często moja odpowiedź spotyka się z rozczarowaniem. Wiem, że chciałbyś teraz usłyszeć, że firmy nie potrzebujesz i możesz spokojnie rozpocząć sprzedaż swojego kursu przez skrupulatnie przygotowany landing page. Nie jest niestety tak swój produkt elektroniczny chcesz sprzedawać na własną rękę i w sposób zautomatyzowany (na zasadzie sklepu internetowego), to taką sprzedaż należy uznać za działalność gospodarczą. Dlaczego? Bo ma charakter zarobkowy, ciągły i zorganizowany, czyli wypełnia definicję działalność gospodarczej na gruncie ustawy o swobodzie działalności 2 ustawy o swobodzie działalności gospodarczejDziałalnością gospodarczą jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i chodzi o charakter zarobkowy, to chyba sam nie masz żadnych wątpliwości. Chcesz zarabiać na swoim produkcie elektronicznym, więc działalność ma charakter zarobkowy. Pamiętaj, że nie ma żadnego znaczenia, czy w rzeczywistości coś zarobisz. Liczy się sama chęć się natomiast zastanawiać, co to znaczy, że działalność jest zorganizowana. W twoim przypadku podstawowym przejawem zorganizowanego charakteru działalności jest stworzenie automatycznego systemu sprzedaży na zasadzie sklepu się, że swojej szansy upatrujesz teraz w wymogu ciągłości działalności. Możesz przecież sprzedawać przez tydzień, a potem sprzedaż zamknąć i uruchomić ponownie za jakiś czas. Czy w ten sposób sprawisz, że działalność nie będzie ciągła? Niestety nie. W tym przypadku, ze względu na to, że sprzedajesz poprzez automatyczny mechanizm, te przerwy pomiędzy akcjami sprzedażowymi schodzą na drugi poczytać więcej o dylematach związanych z koniecznością założenia własnej firmy? Zajrzyj do innego mojego artykułu: Freelancer pyta: czy muszę założyć działalność?Pozostawiając na boku przymiotniki charakteryzujące działalność gospodarczą, zadam ci teraz pytanie praktyczne. Klient kupuje od ciebie kurs, płaci, a następnie przesyła prośbę o fakturę. Nie masz firmy, więc nie możesz wystawić faktury. Co robisz? Tłumaczysz klientowi, że w sumie ta twoja sprzedaż to była tylko tak na próbę i jeszcze jej nie sformalizowałeś, w związku z czym nie możesz przesłać mu faktury? Jak dla mnie, to byłoby po prostu wizerunkowo odpowiedź jest prosta. Sprzedaż produktów elektronicznych powinna być realizowana w ramach są jakieś alternatywy dla własnej firmy?Nie bez powodu zdanie o sprzedaży realizowanej w ramach firmy było bezosobowe. Nie chciałem napisać bezpośrednio, że to ty musisz sprzedawać w ramach swojej firmy, bo nie byłaby to prawda. Przecież wcale nie jest powiedziane, że to właśnie ty musisz być sprzedawcą swojego produktu kurs, e-book, czy inny produkt elektroniczny może sprzedawać ktoś inny. Żona, ojciec, brat, znajomy, czy ktokolwiek inny, kto ma firmę i zechce formalnie prowadzić również skorzystać z oferty inkubatorów przedsiębiorczości, płacąc miesięczny abonament za możliwość podpięcia swojej sprzedaży pod nich, czy też wrzucić swój produkt na specjalną platformę, która będzie sprzedawać za ciebie, pobierając z tych rozwiązań ma podstawowy element wspólny. Formalnie sprzedawcą jest ktoś inny niż ty. Ty jedynie udzielasz temu komuś licencji na sprzedaż swojego produktu w zamian za ustalone wynagrodzenie. Potrzebujesz wtedy dobrej umowy licencyjnej, która zabezpieczy twoje jest minus takiego rozwiązania? Bardzo prosty. Ukrywasz się pod cudzą nazwą. Chowasz swoją markę za plecy, pozostajesz w cieniu. Ja osobiście nie jestem przekonany do takiej formy sprzedaży własnego produktu. Jeśli już coś robię, chcę to robić w 100% pod swoją oczywiście rozumiem, jeżeli ty myślisz inaczej. Szczególnie, gdy dopiero zaczynasz i nie masz pewności, czy uda ci się zarobić na utrzymanie własnej firmy. Wtedy rzeczywiście warto, choćby na początek, pomyśleć o rozwiązaniu zastępczym, nawet za cenę podziału zysków z kimś jedną alternatywą dla własnej firmy, o której ostatnio usłyszałem, jest takie ogranie całego procesu sprzedażowego, by to, co płaci ci kupujący nie traktować jako przychodu z działalności gospodarczej, ale jako przychód z praw autorskich. Tutaj to ty występujesz formalnie jako sprzedawca, ale posługując się odpowiednio przygotowanymi regulaminami, nie sprzedajesz produktu, a jedynie udzielasz licencji na korzystanie z niego. Tyle, ile osób kupi twój produkt, tylu licencji opłacalności takiego rozwiązania przy jednoczesnym braku konieczności podpinania sprzedaży pod kogoś innego, ja jestem wobec niego sceptyczny. Przede wszystkim dlatego, że jeśli mimo odmiennego niż przy tradycyjnej sprzedaży regulaminu, sprzedaż nadal prowadzona jest w sposób zautomatyzowany na zasadzie sklepu internetowego, to w dalszym ciągu masz do czynienia z działalnością zorganizowaną i ciągłą, co sprawia, że wpadasz w reżim działalności po prostu, że takie rozwiązanie nie jest bezpieczne, jeśli nastawiasz się na zautomatyzowaną sprzedaż on-line. Zawsze może ci zostać bowiem w takiej sytuacji postawiony zarzut prowadzenia niezarejestrowanej działalności gospodarczej. Ponadto, znowu wrócę do argumentu wizerunkowego – nie będziesz mógł wystawić klientowi faktury takiej, jakiej mógłby się spodziewać, dokonując zakupu od jeśli chcesz uniknąć zakładania własnej firmy, to skłaniam się raczej ku podpięciu sprzedaży pod inną firmę na podstawie porządnej umowy licencyjnej niż kombinowaniu z ogrywaniem sprzedaży we własnym imieniu jako udzielaniu licencji z osobna każdemu kupującemu. A jeśli jesteś zdeterminowany, by rozwinąć sprzedaż swoich produktów elektronicznych na poważnie, to najłatwiej będzie po prostu założyć działalność i trzymać wszystko we własnych chcesz przeczytać o tym, jak założyć własną firmę, zapraszam do innego mojego artykułu: Jak bezboleśnie przejść na samozatrudnienie i i założyć firmę?Artykuł dotyczy wprawdzie przechodzenia na samozatrudnienie, ale znajdziesz w nim uniwersalne porady dotyczące rejestrowania działalności gospodarczej w księgować sprzedaż produktów elektronicznych?Uf… temat konieczności sprzedaży produktów elektronicznych w ramach firmy już za tobą. Gratuluję cierpliwości i zapraszam do dalszej lektury. Teraz zajmiemy się kwestiami kwestiach księgowych gościnnie zgodziła się napisać Aneta Mikulska, księgowa z pasją, właścicielka biura rachunkowego EPMA. Zrobiła to świetnie, bo w formie odpowiedzi na trzy najczęściej pojawiające się pytania, czyli:czy muszę być VATowcem?czy muszę mieć kasę fiskalną?czy muszę wystawiać faktury?Czy muszę być VATowcem?To, że zakładasz firmę, nie oznacza jeszcze, że musisz rejestrować się do podatku VAT. Wiele firm, zwłaszcza małych, może skorzystać ze zwolnienia. Ustawa o VAT pozwala skorzystać z dwóch rodzajów to zwolnienie ze względu na wielkość sprzedaży. Możesz z niego skorzystać, jeżeli twoja sprzedaż nie przekracza 200 tysięcy zł zwolnienie dotyczy towarów i usług wymienionych w art. 43 ustawy o VAT. Na liście są m. in. usługi nauczania języków obcych, czy niektóre usługi edukacyjne. Niestety zwolnienie z VAT usług edukacyjnych objęte jest dodatkowymi warunkami, co sprawia, że większość kursów online nie kwalifikuje się do tego zwolnienia, ale nie załamuj od razu rąk – zawsze warto twoją sytuację przeanalizować też grupa towarów i usług, których sprzedaż zobowiązuje do natychmiastowej rejestracji do podatku VAT, bez jakichkolwiek zwolnień. Są to przede wszystkim usługi doradcze. Ustawa niestety nie definiuje jednoznacznie pojęcia doradztwa, a granica między np. doradztwem i konsultacjami jest bardzo nieostra. Jednak, jeśli piszesz na swojej stronie, że doradzasz klientom, a jednocześnie korzystasz ze zwolnienia z VAT, wiedz, że VAT można się też zarejestrować dobrowolnie, ale opłaca się to głównie tym, którzy prowadzą sprzedaż dla VATowców. Jeśli twoimi klientami są osoby prywatne, albo firmy zwolnione z VAT, najprawdopodobniej nie opłaca ci się rejestrować do jeśli sprzedajesz swoje produkty online osobom prywatnym (nie-firmom) i nie prowadzisz usług doradczych, a twoja sprzedaż nie przekracza 200 tys. zł rocznie, to najprawdopodobniej możesz skorzystać ze zwolnienia z VAT i to będzie dla ciebie najbardziej muszę mieć kasę fiskalną?Kasa fiskalna służy do ewidencjonowania sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Jednak nie każdy musi ją mieć. Możesz skorzystać z dwóch to zwolnienie ze względu na niewielką sprzedaż, czyli do 20 tys. zł rocznie (uwaga, jest to wielkość sprzedaży, a nie zysku).Z drugiego zwolnienia możesz skorzystać nawet jeśli sprzedaż przekroczy magiczne 20 tysięcy, ale warunkiem jest, aby wszystkie wpłaty od klientów wpływały na rachunek uwaga – nie wolno ci przyjmować zapłat w gotówce. Przy korzystaniu z tego zwolnienia sprzedaż nawet jednej sztuki usługi lub towaru, za którą przyjmiesz zapłatę w gotówce, może cię zobligować do zakupu kasy o kasie fiskalnej możesz przeczytać w tym artykule: paragon w sklepie internetowym – jak go uniknąć?Artykuł dotyczy wprawdzie sklepu internetowego, ale omówiona tam problematyka zwolnień od obowiązku posiadania kasy fiskalnej jest muszę wystawiać faktury?Jeśli korzystasz ze zwolnienia z VAT, musisz wystawiać faktury tylko wtedy, kiedy kupujący tego zażąda. Natomiast gdy kupujący nie prosi o fakturę, nie musisz jej wystawiać. Nie ważne, czy kupujący to osoba prywatna czy jesteś czynnym podatnikiem VAT (VATowcem), musisz wystawiać faktury firmom, ale nie musisz wystawiać faktur konsumentom, czyli „zwykłym śmiertelnikom”. No chyba że zażądają faktury – wtedy już musisz ją co wystawiać kupującemu, jeśli sprzedajesz kurs albo e-book?Jeśli kupującym jest osoba prywatna, która nie żąda faktury, a ty nie masz obowiązku posiadania kasy fiskalnej, to nie musisz takiej osobie wystawiać żadnego dowodu sprzedaży. Jest to tzw. sprzedaż nieudokumentowana, którą ewidencjonujesz wyłacznie na potrzeby swoich rozliczeń podatkowych. Ewidencja ta powinna być przechowywana w miejscu, gdzie prowadzona jest działalność i powinna zawierać:kolejny numer wpisu,datę uzyskania przychodu nieudokumentowanego fakturami,kwotę być prowadzona w zeszycie, w specjalnie do tego przeznaczonej „książeczce” (do kupienia w sklepach z drukami) albo w tabelce w arkuszu płatności otrzymujesz za pośrednictwem konta bankowego, wówczas dokumentem ewidencji sprzedaży może być wyciąg bankowy. Wtedy z przelewów otrzymywanych przez klientów powinno wynikać, jakiej transakcji sprzedaży produktów elektronicznychTo tyle, jeśli chodzi o kwestie księgowe, przynajmniej dopóki nie dobrniemy do sprzedaży zagranicznej. Tymczasem zajmiemy się produktu elektronicznego to nic innego jak zawarcie umowy z kupującym. Ponieważ do sprzedaży dochodzi on-line, w myśl prawa masz tutaj do czynienia z umową zawieraną na 2 ustawy o prawach konsumentaOkreślenia użyte w ustawie oznaczają:1) umowa zawarta na odległość – umowę zawartą z konsumentem w ramach zorganizowanego systemu zawierania umów na odległość, bez jednoczesnej fizycznej obecności stron, z wyłącznym wykorzystaniem jednego lub większej liczby środków porozumiewania się na odległość do chwili zawarcia umowy włącznie;To ważne, ponieważ w ten sposób wchodzisz w reżim ustawy o prawach konsumenta, która nakłada na ciebie szereg obowiązków, głównie informacyjnych. Te obowiązki najłatwiej spełnić poprzez stworzenie 12 ustawy o prawach konsumenta1. Najpóźniej w chwili wyrażenia przez konsumenta woli związania się umową na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa przedsiębiorca ma obowiązek poinformować konsumenta w sposób jasny i zrozumiały o:1) głównych cechach świadczenia z uwzględnieniem przedmiotu świadczenia oraz sposobu porozumiewania się z konsumentem;2) swoich danych identyfikujących, w szczególności o firmie, organie, który zarejestrował działalność gospodarczą, a także numerze, pod którym został zarejestrowany;3) adresie przedsiębiorstwa, adresie poczty elektronicznej oraz numerach telefonu lub faksu jeżeli są dostępne, pod którymi konsument może szybko i efektywnie kontaktować się z przedsiębiorcą;4) adresie, pod którym konsument może składać reklamacje, jeżeli jest inny niż adres, o którym mowa w pkt 3;5) łącznej cenie lub wynagrodzeniu za świadczenie wraz z podatkami, a gdy charakter przedmiotu świadczenia nie pozwala, rozsądnie oceniając, na wcześniejsze obliczenie ich wysokości – sposobie, w jaki będą one obliczane, a także opłatach za transport, dostarczenie, usługi pocztowe oraz innych kosztach, a gdy nie można ustalić wysokości tych opłat – o obowiązku ich uiszczenia; w razie zawarcia umowy na czas nieoznaczony lub umowy obejmującej prenumeratę przedsiębiorca ma obowiązek podania łącznej ceny lub wynagrodzenia obejmującego wszystkie płatności za okres rozliczeniowy, a gdy umowa przewiduje stałą stawkę – także łącznych miesięcznych płatności;6) kosztach korzystania ze środka porozumiewania się na odległość w celu zawarcia umowy, w przypadku gdy są wyższe niż stosowane zwykle za korzystanie z tego środka porozumiewania się;7) sposobie i terminie zapłaty;8) sposobie i terminie spełnienia świadczenia przez przedsiębiorcę oraz stosowanej przez przedsiębiorcę procedurze rozpatrywania reklamacji;9) sposobie i terminie wykonania prawa odstąpienia od umowy na podstawie art. 27, a także wzorze formularza odstąpienia od umowy, zawartym w załączniku nr 2 do ustawy;10) kosztach zwrotu rzeczy w przypadku odstąpienia od umowy, które ponosi konsument; w odniesieniu do umów zawieranych na odległość – kosztach zwrotu rzeczy, jeżeli ze względu na swój charakter rzeczy te nie mogą zostać w zwykłym trybie odesłane pocztą;11) obowiązku zapłaty przez konsumenta poniesionych przez przedsiębiorcę uzasadnionych kosztów zgodnie z art. 35, jeżeli konsument odstąpi od umowy po zgłoszeniu żądania zgodnie z art. 15 ust. 3 i art. 21 ust. 2;12) braku prawa odstąpienia od umowy na podstawie art. 38 lub okolicznościach, w których konsument traci prawo odstąpienia od umowy;13) obowiązku przedsiębiorcy dostarczenia rzeczy bez wad;14) istnieniu i treści gwarancji i usług posprzedażnych oraz sposobie ich realizacji;15) kodeksie dobrych praktyk, o którym mowa w art. 2 pkt 5 ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz sposobie zapoznania się z nim;16) czasie trwania umowy lub o sposobie i przesłankach wypowiedzenia umowy – jeżeli umowa jest zawarta na czas nieoznaczony lub jeżeli ma ulegać automatycznemu przedłużeniu;17) minimalnym czasie trwania zobowiązań konsumenta wynikających z umowy;18) wysokości i sposobie złożenia kaucji lub udzielenia innych gwarancji finansowych, które konsument jest zobowiązany spełnić na żądanie przedsiębiorcy;19) funkcjonalności treści cyfrowych oraz technicznych środkach ich ochrony;20) mających znaczenie interoperacyjnościach treści cyfrowych ze sprzętem komputerowym i oprogramowaniem, o których przedsiębiorca wie lub powinien wiedzieć;21) możliwości skorzystania z pozasądowych sposobów rozpatrywania reklamacji i dochodzenia roszczeń oraz zasadach dostępu do tych będę tutaj szczegółowo opisywał regulaminu sprzedaży. W tym zakresie odsyłam cię do innego mojego artykułu: jak napisać regulamin sklepu internetowego?Dotyczy on wprawdzie sklepu internetowego z produktami materialnymi, ale opisane tam zasady z powodzeniem możesz odnieść do sprzedaży produktów elektronicznych. Poniżej zwrócę natomiast twoją uwagę na pewne odrębności sprzedaży produktów niematerialnych w stosunku do sklepu z produktami fizycznymi. Te odrębności dotyczą:rodzaju umowy zawieranej z kupującym,formy dostawy produktu,wymogów technicznych dla korzystania z produktu,odstąpienia do dotyczą również usług. Jeżeli w swoim sklepie planujesz sprzedawać nie tylko treści cyfrowe, ale również usługi, np. konsultacje, szkolenia, koniecznie zajrzyj również tutaj: Jak sprzedawać przez Internet usługi – konsultacje, szkolenia itp.?Najważniejsza informacja jest taka, że sprzedając produkt elektroniczny, nie zawierasz z kupującym umowy sprzedaży, lecz umowę o dostarczenie treści cyfrowych. W regulaminie powinieneś posługiwać się właściwym regulaminie musisz również uwzględnić specyficzny sposób dostawy produktu elektronicznego. Powinieneś jak najbardziej precyzyjnie opisać, w jaki sposób produkt zostanie dostarczony kupującemu. Czasem jest to po prostu wysyłka wiadomości e-mail z linkiem do ściągnięcia pliku, ale coraz częściej produkt udostępniany jest w ramach platformy, w której dla kupującego tworzone jest specjalne konto. Im bardziej precyzyjny będziesz w regulaminie, tym przy tym, że jeżeli stwarzasz kupującemu możliwość korzystania z produktu w ramach platformy, to tak naprawdę świadczysz na jego rzecz jednocześnie usługę drogą elektroniczną. W takim wypadku wchodzisz w reżim ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i regulamin powinien uwzględniać również specyficzne obowiązki wynikające z tej ustawy. W takim przypadku regulamin nie tylko będzie regulaminem sprzedaży, ale również regulaminem świadczenia usług drogą 8 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną1. Usługodawca:1) określa regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną, zwany dalej „regulaminem”;2) nieodpłatnie udostępnia usługobiorcy regulamin przed zawarciem umowy o świadczenie takich usług, a także – na jego żądanie – w taki sposób, który umożliwia pozyskanie, odtwarzanie i utrwalanie treści regulaminu za pomocą systemu teleinformatycznego, którym posługuje się Usługobiorca nie jest związany tymi postanowieniami regulaminu, które nie zostały mu udostępnione w sposób, o którym mowa w ust. 1 pkt Regulamin określa w szczególności:1) rodzaje i zakres usług świadczonych drogą elektroniczną;2) warunki świadczenia usług drogą elektroniczną, w tym:a) wymagania techniczne niezbędne do współpracy z systemem teleinformatycznym, którym posługuje się usługodawca,b) zakaz dostarczania przez usługobiorcę treści o charakterze bezprawnym;3) warunki zawierania i rozwiązywania umów o świadczenie usług drogą elektroniczną;4) tryb postępowania Usługodawca świadczy usługi drogą elektroniczną zgodnie z o świadczeniu usług drogą elektroniczną przeczytasz w innym moim tekście: Czy serwis internetowy musi mieć regulamin? Poradnik o świadczeniu usług drogą dotyczy wprawdzie serwisów internetowych, ale opisane w nim zasady możesz odnieść do sytuacji, w której wraz z zakupem produktu elektronicznego, tworzysz dla kupującego konto w swojej prawo nakłada na ciebie obowiązek poinformowania kupującego, jakie wymogi musi spełniać jego sprzęt, by mógł on bez problemu korzystać z produktu. Jeżeli sprzedajesz produkty jednego rodzaju, to takie wymogi techniczne możesz opisać w regulaminie. Jeśli te wymogi różnią się w zależności od produktu, lepiej wskazuj je w ramach opisu każdego z produktów na stronach przypadku sprzedaży produktów elektronicznych, problematyczną kwestią jest konsumenckie prawo odstąpienia od umowy bez podawania 27 ustawy o prawach konsumentaKonsument, który zawarł umowę na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa, może w terminie 14 dni odstąpić od niej bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów, z wyjątkiem kosztów określonych w art. 33, art. 34 ust. 2 i art. sobie sytuację, w której konsument kupuje twój e-book, a następnie odstępuje od umowy, domagając się zwrotu zapłaconej ceny. Nie masz technicznej możliwości zmusić kupującego do usunięcia pliku elektronicznego wraz z odstąpieniem od umowy. Może być zatem tak, że zwyczajnie zostaniesz chcesz zapobiec takiej sytuacji, w procesie zakupowym musisz uwzględnić dodatkowy, niezależny od akceptacji regulaminu, checkbox. Proponuję następującą formułę:Wyrażam zgodę na dostarczenie mi treści cyfrowych objętych zamówieniem przed upływem terminu do odstąpienia od umowy. Jestem świadomy, że w ten sposób tracę prawo odstąpienia od tego checkboxa powinno być dobrowolne. Kupujący powinien mieć możliwość dokonania zakupu bez zaznaczania checkboxa. W takiej sytuacji, masz prawo wysłać kupującemu produkt po upływie terminu do odstąpienia od umowy, czyli po 14 dniach. W praktyce, zaznaczenie tego checkboxa jest często wymuszane, co powoduje, że kupujący nie może złożyć zamówienia, dopóki nie wyrazi stosownej to jeszcze nie wszystko. Oprócz tego, powinieneś stosowne wyłączenie odstąpienia do umowy zawrzeć w regulaminie i przypomnieć kupującemu o tym wyłączeniu w ramach potwierdzenia zawarcia umowy na potwierdzeniu zawarcia umowy na odległość przeczytasz w innym moim tekście: sklep internetowy – wdrożenie prawne krok po ten artykuł zawiera wiele przydatnych informacji przy wdrożeniu prawnym sprzedaży internetowej. Dotyczy wprawdzie produktów fizycznych, ale równie dobrze możesz go odnieść do treści chodzi o regulamin sprzedaży produktów elektronicznych, to możesz kupić gotowy szablon przygotowany przeze mnie. Szczegóły oferty znajdziesz tutaj: pakiet dla sprzedawców produktów prywatności i plików cookiesPolityka prywatności i plików cookies to swojego rodzaju deklaracja, w jaki sposób postępujesz z danymi osobowymi kupujących oraz jak wykorzystujesz pliki może przybrać postać oddzielnego dokumentu, a może zostać również wtłoczona w regulamin. Ja dotychczas umieszczałem postanowienia dotyczące danych osobowych i plików cookies w regulaminie, ale ostatnio poszedłem w stronę tworzenia oddzielnego dokumentu. Choćby dlatego, że użytkownicy coraz bardziej są przyzwyczajeni, że polityka prywatności stanowi oddzielną zakładkę na stronie dokument polityki prywatności jest również przydatny z tego względu, że można do niego podlinkować w okienku informującym o wykorzystywaniu plików cookies. Chodzi o ten upierdliwy pasek, który wyskakuje ci zawsze przy pierwszej wizycie na danej stronie i informuje o cookies. Ja proponuję następującą formułę tej informacji:Używam cookies i innych podobnych technologii. Uzyskuję do nich dostęp w celach statystycznych, marketingowych (re-marketing) i zapewnienia prawidłowego działania strony. Możesz określić w przeglądarce warunki przechowywania cookies i dostępu do nich. Więcej przeczytasz w mojej polityce prywatności i plików cookies [tutaj podlinkowana polityka].Jeżeli chodzi o treść polityki prywatności, to powinny się w niej znaleźć następujące elementy:wskazanie administratora danych osobowych,opis sposobu przekazywania danych osobowych administratorowi,zasady zachowania poufności danych osobowych,uprawnienia użytkownika przekazującego dane osobowe,informacja o wykorzystywaniu cookies i jego celu,pouczenie o możliwości edycji ustawień cookies,informacje dotyczące danych zapisywanych w logach jak nie ma jednego słusznego wzoru regulaminu, tak nie ma również żadnego obowiązkowego szablonu polityki prywatności. W obu dokumentach chodzi po prostu o przekazanie kupującemu określonych informacji. Forma ich przekazania ma drugorzędne znaczenie, byle wszystko było jasne, czytelne i 173 ustawy Prawo telekomunikacyjne1. Przechowywanie informacji lub uzyskiwanie dostępu do informacji już przechowywanej w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego jest dozwolone, pod warunkiem że:1) abonent lub użytkownik końcowy zostanie uprzednio bezpośrednio poinformowany w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały, o:a) celu przechowywania i uzyskiwania dostępu do tej informacji,b) możliwości określenia przez niego warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do tej informacji za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w wykorzystywanym przez niego telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym lub konfiguracji usługi;2) abonent lub użytkownik końcowy, po otrzymaniu informacji, o których mowa w pkt 1, wyrazi na to zgodę;3) przechowywana informacja lub uzyskiwanie do niej dostępu nie powoduje zmian konfiguracyjnych w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego i oprogramowaniu zainstalowanym w tym Abonent lub użytkownik końcowy może wyrazić zgodę, o której mowa w ust. 1 pkt 2, za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w wykorzystywanym przez niego telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym lub konfiguracji nie zmyli cię jednak brak obowiązku posługiwania się określonymi szablonami dokumentów. Z moich doświadczeń wynika, że gdy ktoś zabiera się za samodzielne, własnymi słowami tworzenie dokumentów prawnych, całość wypada bardzo blado, nie mówiąc już o tym, że często pojawiają się przy tej okazji różnego rodzaju klauzule produktów elektronicznych a ochrona danych osobowychJeśli przeczytałeś wcześniejsze informacje o polityce prywatności, na pewno zauważyłeś, że pojawił się tam temat danych osobowych. Tak, kupujący twój produkt elektroniczny, czy tego chcesz, czy nie, przekazuje ci swoje dane osobowe, choćby w postaci adresu e-mail. To sprawia, że stajesz się administratorem danych Ta sekcja artykułu została przygotowana na bazie ustawy o ochronie danych osobowych obowiązującej do r. Tematykę RODO poruszyłem w oddzielnym artykule: RODO – czy naprawdę trzeba się bać?Jako administrator danych osobowych masz następujące obowiązki:zadbać o właściwą przesłankę legalizującą przetwarzanie danych,wypełnić wobec kupującego obowiązki informacyjne,zawrzeć umowy powierzenia danych osobowych,wdrożyć odpowiednie środki ochrony danych osobowych,stworzyć wewnętrzną dokumentację ochrony danych osobowych,zgłosić zbiory do GIODO (chyba, że powołujesz ABI).Art. 23 ustawy o ochronie danych osobowych1. Przetwarzanie danych jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy:1) osoba, której dane dotyczą, wyrazi na to zgodę, chyba że chodzi o usunięcie dotyczących jej danych;2) jest to niezbędne dla zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa;3) jest to konieczne do realizacji umowy, gdy osoba, której dane dotyczą, jest jej stroną lub gdy jest to niezbędne do podjęcia działań przed zawarciem umowy na żądanie osoby, której dane dotyczą;4) jest niezbędne do wykonania określonych prawem zadań realizowanych dla dobra publicznego;5) jest to niezbędne dla wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów realizowanych przez administratorów danych albo odbiorców danych, a przetwarzanie nie narusza praw i wolności osoby, której dane 24 ustawy o ochronie danych osobowych1. W przypadku zbierania danych osobowych od osoby, której one dotyczą, administrator danych jest obowiązany poinformować tę osobę o:1) adresie swojej siedziby i pełnej nazwie, a w przypadku gdy administratorem danych jest osoba fizyczna – o miejscu swojego zamieszkania oraz imieniu i nazwisku;2) celu zbierania danych, a w szczególności o znanych mu w czasie udzielania informacji lub przewidywanych odbiorcach lub kategoriach odbiorców danych;3) prawie dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania;4) dobrowolności albo obowiązku podania danych, a jeżeli taki obowiązek istnieje, o jego podstawie 31 ustawy o ochronie danych osobowych1. Administrator danych może powierzyć innemu podmiotowi, w drodze umowy zawartej na piśmie, przetwarzanie Podmiot, o którym mowa w ust. 1, może przetwarzać dane wyłącznie w zakresie i celu przewidzianym w 36 ustawy o ochronie danych osobowych1. Administrator danych jest obowiązany zastosować środki techniczne i organizacyjne zapewniające ochronę przetwarzanych danych osobowych odpowiednią do zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną, a w szczególności powinien zabezpieczyć dane przed ich udostępnieniem osobom nieupoważnionym, zabraniem przez osobę nieuprawnioną, przetwarzaniem z naruszeniem ustawy oraz zmianą, utratą, uszkodzeniem lub Administrator danych prowadzi dokumentację opisującą sposób przetwarzania danych oraz środki, o których mowa w ust. 40 ustawy o ochronie danych osobowychAdministrator danych jest obowiązany zgłosić zbiór danych do rejestracji Generalnemu Inspektorowi, z wyjątkiem przypadków, o których mowa w art. 43 ust. 1 i ochronie danych osobowych przy sprzedaży on-line pisałem tutaj: dane osobowe w sklepie internetowym, jak nad nimi zapanować? Nie przejmuj się, że mówię tam o sklepie internetowym. Informacje zawarte w tekście znajdują zastosowanie również wtedy, gdy nie masz sklepu, a jedynie stronę w tym miejscu podkreślić, że jako sprzedawca nie masz szans, by uciec od ochrony danych osobowych. Zawsze przy sprzedaży on-line będziesz jakieś dane przetwarzać, choćby tylko adresy e-mail. Co więcej, będziesz mieć na pewno co najmniej kilka zbiorów danych, takich jak:subskrybenci newslettera,kupujący, jeśli wszystkie dane będą przechowywane technicznie w ramach jednej bazy, to z punktu widzenia prawa będzie to kilka zbiorów. Dlaczego? Bo GIODO stoi na stanowisku, że jeden cel przetwarzania danych to jeden ci to na przykładzie:celem zbioru newsletterowego jest wysyłka zbioru kupujących jest realizacja umowy o dostarczenie treści cyfrowych,celem zbioru fakturowego jest wystawienie i wysyłanie rozumiesz? Świetnie! To dołożę jeszcze jedną, bardzo ważną cegiełkę. O ile na przetwarzanie danych w celu realizacji umowy, czy wystawienie faktury nie potrzebujesz odrębnej zgody kupującego, o tyle na działania marketingowe taka zgoda jest potrzebna. I pal tutaj licho ustawę o ochronie danych osobowych. W przypadku marketingu mamy jeszcze dwie inne ustawy, które wprowadzają wymóg odebrania uprzedniej zgody:ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną,ustawa Prawo 10 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną1. Zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty Informację handlową uważa się za zamówioną, jeżeli odbiorca wyraził zgodę na otrzymywanie takiej informacji, w szczególności udostępnił w tym celu identyfikujący go adres Działanie, o którym mowa w ust. 1, stanowi czyn nieuczciwej konkurencji w rozumieniu przepisów ustawy, o której mowa w art. 9 ust. 3 pkt 172 ustawy Prawo telekomunikacyjne1. Zakazane jest używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych i automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego, chyba że abonent lub użytkownik końcowy uprzednio wyraził na to Przepis ust. 1 nie narusza zakazów i ograniczeń dotyczących przesyłania niezamówionej informacji handlowej wynikających z odrębnych Używanie środków, o których mowa w ust. 1, dla celów marketingu bezpośredniego nie może odbywać się na koszt zgody marketingowej poruszałem tutaj: jak wysyłać mailing zgodnie z prawem? Jeśli chcesz poczytać więcej na ten temat, koniecznie zajrzyj do podlinkowanego artykułu. Poniżej opowiem ci natomiast w skrócie, co jest dla ciebie najważniejsze, skupiając się na zgodzie listę mailingową, musisz koniecznie posiadać stosowne zgody marketingowe. Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną wymaga zgody na przesyłanie informacji handlowych, a prawo telekomunikacyjne wymaga zgody na marketing bezpośredni przy wykorzystaniu urządzeń telekomunikacyjnych. Gdy dodamy do tego jeszcze ewentualną zgodą na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych, dochodzimy do sytuacji, w której zapis na newsletter wymagałby trzech odrębnych pod uwagę cele biznesowe, jakiś czas temu zaczęły pojawiać się głosy, że te zgody można połączyć w jedną formułę, o ile dotyczy ona jednego środka komunikacji i nie pozostawia cienia wątpliwości, na co godzi się użytkownik. Mnie takie podejście przekonuje, dlatego swoim klientom również od jakiegoś czasu przedstawiam propozycję jednej, łączonej zgody. Oto przykładowa formuła:Chcę otrzymywać newsletter, a co za tym idzie, wyrażam zgodę na przesyłanie mi na podany w formularzu adres e-mail informacji o nowościach, produktach, usługach, promocjach i ofertach [dane sprzedawcy, np. Jana Kowalskiego, ul. Neonowa 24/15, 91-245 Nowe Sady].Uważam, że taka formuła zgody sprawia, że kupujący wie, na co się godzi. Mimo, że zgody nie są wydzielone, to jednak nie ma tutaj zagrożenia dla interesu jednak oprócz kontaktu e-mailowego, chciał dodać jeszcze kontakt telefoniczny, to musiałbyś wprowadzić dodatkową, niezależną zgodę na marketing telefoniczny, bo to jest już odmienny kanał komunikacji i kupujący musi mieć możliwość zadecydowania, czy decyduje się na jeden kanał, czy na uwaga jest taka, że ta zgoda marketingowa musi być dobrowolna. Nie możesz uzależniać dokonania zakupu od wyrażenia zgody marketingowej. Czyli checkbox powinien być domyślnie odznaczony, a jego niezaznaczenie nie powinno uniemożliwiać dokonania zgody, swoim klientom rekomenduję jeszcze dodanie klauzuli informacyjnej pod formularzem, w którym kupujący podaje dane. Przykładowo, pod formularzem zakupu powinna znaleźć się następująca informacja:Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych będzie [dane sprzedawcy, np. Jan Kowalski, ul. Neonowa 24/15, 91-245 Nowe Sady]. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu realizacji umowy o dostarczenie treści cyfrowych. Będziesz miał prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do zawarcia umowy o dostarczenie treści takiej klauzuli musisz odpowiednio dostosować do każdego formularza, w którym użytkownik wprowadza swoje dane. Przykładowo, w przypadku formularza zapisu na newsletter, celem przetwarzania danych nie będzie realizacja umowy, ale przesyłanie tego, prawda? Nie będę zaprzeczał, bo rzeczywiście wdrożenie sprzedaży on-line w 100% zgodnie z prawem nie jest proste. Naprawdę trudno mi opisać wszystko w ramach tego artykułu, ale myślę, że w połączeniu z lekturą pozostałych tekstów, do których odsyłam tutaj, jesteś w stanie wyrobić sobie pojęcie, jak to wszystko powinno ochrony danych osobowych możesz przeprowadzić samodzielnie, korzystając z mojego pakietu: pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych.< Sprzedaż mebli przez Internet – jak to robić? (Krystyna Dziewanowska – Mebloscenka) Sprzedaż mebli przez Internet nie jest prostą sprawą. Sprzedaż produktów premium podnosi poprzeczkę. Czy w praktyce tak jest? Jak zwiększyć sprzedaż mebli w branży e-commerce? O rozwoju sklepu online, sprzedaży mebli przez Internet i dbaniu o doświadczenie zakupowe klienta przeczytasz w wywiadzie z Krystyną Dziewanowską i Maciejem Grzeszczukiem. Krystyna Dziewanowska – architekt wnętrz, właścicielka autorskiej pracowni projektowania wnętrz Red Cube Design oraz Mebloscenki – sklepu online z polskimi meblami premium. Marcin Grzeszczuk – specjalista ds. reklam na Facebooku, Opiekunem Projektu z ramienia Digitalk. Początki sklepu Mebloscenka – jak wygląda sprzedaż mebli przez Internet? Artur: Dzisiaj zajmiemy się tematem sklepu internetowego z meblami premium i sprzedażą mebli przez Internet, gdyż od jakiegoś czasu w naszej Agencji Digitalk razem z Marcinem współpracujemy z Krystyną i opiekujemy się sklepem Krysiu, jakie były Twoje zawodowe początki i skąd pomysł na Mebloscenkę? Krystyna: Moja biznesowa historia zaczęła się w 2010 roku, kiedy to założyłam autorską pracownię projektowania wnętrz. Zatem, od ponad 10 lat zajmuję się projektowaniem wnętrz. W związku z tym, że bardzo często do swoich projektów używałam polskich ciekawych, oryginalnych mebli, nawiązałam kontakty producentami, tych mebli, postanowiłam, przy okazji również je sprzedawać. I tak narodził się pomysł na Mebloscenkę. Artur: Sam pomysł, z perspektywy czasu, jest najprostszą częścią w biznesie. Jak było u Ciebie? Co w Twoim przypadku okazało się najtrudniejsze na samym początku? Krystyna: Problemów było milion albo i kilka milionów. Największym problemem, był brak wiedzy na temat sprzedaży czegokolwiek w Internecie. Musiałam się tego wszystkiego nauczyć. Sam początek może nie był trudny. Nawiązanie współpracy z producentami, stworzenie samej strony, logo marki, wystawianie produktów w sklepie i te wszystkie podstawy nie były trudne. Natomiast, najtrudniejszym od samego początku było i nadal jest dotarcie do odpowiednich klientów. Mebloscenka ma w swojej ofercie przede wszystkim produkty premium, które są dosyć drogimi produktami, co oznacza, że musimy dotrzeć do ludzi, którzy są w stanie zapłacić za mebel więcej oraz mają odwagę zamówić mebel w Internecie. To jest dodatkowa trudność. Artur: Zawsze zastanawiałem się, jak wyglądają zwroty w sklepie internetowym z meblami? Perspektywa zamawiania, skręcania, potem rozkręcania, żeby oddać ten mebel, nie jest zachęcająca. Krystyna: Prawie wszystkie produkty z Mebloscenki są tak zaprojektowane, że ciężko byłoby je samodzielnie skręcić, więc przyjeżdżają do klientów gotowe. Szczególnie jeżeli mamy do czynienia produktem wykonanym ze stali – zespawanym i skręconym. Nie ma problemu ze zwrotem towaru, z tym że przesyłka jest dosyć kosztowna i ten koszt obciąża klienta. Natomiast, w ciągu tych prawie sześciu lat prowadzenia sklepu było bardzo mało zwrotów. I nie wiem, czy argument, że klient ma prawo zwrotu, w jakiś sposób przekonuje ludzi czy nie, ale zawsze informuję klienta o tym, że jeżeli produkt mu się nie podoba czy na przykład kolorystyka nie odpowiada – to zawsze może zwrócić produkt. Bardzo często wysyłamy klientom próbniki. Jeżeli klient nie ma pewności, czy na przykład jakiś kolor tkaniny, odcień drewna albo faktura mu pasuje, to wysyłamy kurierem zestaw próbników. Klient może sobie przymierzyć do innych elementów w mieszkaniu i zobaczyć, że to jest ten odcień, materiał i ten mebel też będzie mu świetnie pasował w mieszkaniu. Później go od niego odbieramy, a klient ma pewność, że to jest to, na czym mu zależało. Artur: Świetna technika. W świecie startupów zajmujących się produktami technologicznymi coś takiego nazywa się redukowaniem tarcia. Czyli, co tu sprawić, żeby klientowi było łatwiej podjąć decyzję i dać mu jakąś mniejszą próbkę. Komentarz dotyczący zwrotów był oczywiście żartem. Wspomniałaś, że wszystkiego musiałaś nauczyć się sama i że te 6 lat temu, kiedy rozpoczynałaś swą przygodę, głównym wyzwaniem, było dotarcie do odpowiedniego segmentu klientów. Nie pozyskanie producentów – co jest dla mnie bardzo ciekawe, że byli oni tak bardzo otwarci na współpracę, a odpowiedni klienci. Jakie były pierwsze kroki, które wtedy podjęłaś? Co uznałaś za najważniejsze, by uruchomić sprzedaż mebli przez Internet? Co próbowałaś robić? Jak próbowałaś pozyskiwać tych pierwszych klientów? Pozyskanie klienta w Mebloscence Krystyna: Od samego początku miałam świadomość, że konkurencja jest bardzo duża, zarówno w sieci, jak i w sklepach stacjonarnych. Dlatego wiedziałam, że jeżeli nie zdecyduję się na reklamę, to nikt mnie nie zobaczy. Od samego początku współpracowałam z agencją, która zajmowała się reklamami w Internetowej i pozycjonowaniem. W każdym miesiącu robiliśmy analizę: co działa, co nie działa, gdzie ewentualnie zwiększyć budżet i w co zainwestować, by ta sprzedaż mebli przez Internet miała sens. Nie próbowałam samodzielnie reklamować się w Internecie, bo wiedziałam, że jest to dosyć skomplikowane, że bardzo często zmieniają się ustawienia w Google’u i nie chciałam tego robić sama. Od samego początku zaufałam profesjonalistom. Artur: To jest zdroworozsądkowe podejście. Nie wszystko trzeba robić samodzielnie i nie na wszystkim trzeba się znać. Ja też nie znam się na połowie usług, które świadczą nasi podwykonawcy, od prawników, na księgowej kończąc. Jestem ciekaw skąd wzięła się nazwa Mebloscenka? Krystyna: To nie ja wymyśliłam tę nazwę. Wcześniej, przy okazji mojego poprzedniego biznesu, czyli pracowni projektowania wnętrz, współpracowałam z grafikiem, który zaprojektował mi pierwsze logo. Kiedy wymyśliłam ten sklep, zgłosiłam się do niego, bo wiedziałam, że to jest niezwykle kreatywna osoba. Powiedziałam mu, że bardzo lubię takie zbitki kilku różnych wyrazów albo słowa o podwójnym znaczeniu, które można interpretować na różne sposoby. I stąd pomysł. Dlaczego polski design? Artur: Genezą Twojego biznesu jest to, że w swoich pracach jako projektantki, posługiwałaś się często meblami polskich producentów. Rozumiem oczywiście, Twój klient jest typem klienta, którego musi być stać na coś takiego. Ale, skąd pomysł i przekonanie, że akurat ten polski design, do tego jeszcze w takim bardzo specyficznym stylu, jest dokładnie tym, czego rynek potrzebuje? Dlaczego jako klient, miałbym się zdecydować na polski design? Jak argumentujesz to, że lepsze jest Polski, niż tak popularny styl skandynawski czy szkoła nowojorska lub inne podobne style? Krystyna: Ja zawsze, od samego początku, myślałam jak architekt wnętrz. Szłam tym kierunkiem, że są klienci, którym zależy na czymś wyjątkowym. Miałam już serdecznie dosyć robienia projektów z użyciem mebli z Ikei. Oczywiście jest to firma, która niezwykle ciekawie przygotowuje inspiracje i mają super fajne produkty, natomiast jakość ich produktów pozostawia wiele do życzenia. Często są to produkty, które są krótkotrwałe i bardzo szybko się niszczą. Dlatego szukałam czegoś ładnego, designerskiego, ciekawego, ale też w miarę rozsądnej cenie. Prawda jest taka, że wtedy, my jako klienci urządzający wnętrza, mieliśmy do wyboru albo właśnie coś taniego, fajnego z Ikei, ale słabej jakości, albo na designerskie meble z Włoch czy Dani – wysokiej jakości, ale bardzo drogie. Większość moich klientów, którym projektowałam wnętrza, to nie byli ludzie bardzo majętni, tylko z przeciętnym portfelem. Ale w związku z tym, że chcieli urządzić sobie ciekawie wnętrza, to bardzo chętnie korzystali takich polskich, oryginalnych mebli. Polskie meble są droższe niż Ikea, oczywiście, ale cały czas jeszcze mieszczą się w portfelu dla średniej klasy. Za to są wyjątkowe, ponieważ wykonane są z porządnych materiałów. Z drewna, a nie z jakichś drewnopodobnych materiałów. Ze sklejki, ze stali. Bardzo dużym walorem naszych mebli jest również to, że wykonywane są przez małe firmy. Są to bardzo często takie małe rodzinne firmy, które bardzo mocno stawiają na jakość. Dopracowują szczegóły, pilnują wykonania, jakości. Tam sami właściciele nadzorują pracę lub nawet wykonują te meble. Bardzo pilnują, żeby to było ładne, z dobrej jakości materiałów. Wszystkie te meble są po prostu dopieszczone i widać, że ktoś włożył dużo uczucia w ich wykonanie. Nowa agencja reklamowa Mebloscenki i Piksel Facebooka Artur: Przez to, o czym wspominasz, przebija Twoje bardzo duże zaangażowanie w ten projekt. Ja bardzo lubię rozmowy z przedsiębiorcami, którzy są zafascynowani tym, co robią. Krystyno, minęło kilka lat od założenia Mebloscenki, firma się rozwijała i nadszedł moment, gdy podjęłaś decyzję o zmianie agencji marketingowej. Rozpoczęłaś współpracę z nami, czyli z Digitalk. Byliśmy nastawieni na to, że zaraz siądziemy do targetowania reklam, podbijania świata Internetu, sprzedaży mebli przez Internet, ale natrafiamy na zupełnie inne problemy niż pierwotnie zakładaliśmy. Osobą, która te problemy zaczęła rozwiązywać jest Marcin. Marcinie, jakie to były problemy i jak to wszystko na początku wyglądało? Marcin: Poznaliśmy się z Krystyną, odblokowując jej konto reklamowe, jej starego Business Managera. Niestety, nie do końca wszystko udało się odzyskać i trzeba było zacząć od nowa. Nie mieliśmy historii konta reklamowego, nie mieliśmy starych zdarzeń na Pikselu, dlatego mieliśmy utrudniony start. Artur: Ten wątek często się pojawia. Klienci, którzy do nas przychodzą albo klienci, którzy rozpoczynają współpracę z innymi agencjami, niekoniecznie są świadomi tego, że dostęp do własnych danych ma kluczowe znaczenie, szczególnie jeżeli później będą chcieli wraz ze swoim biznesem, przenieść się w inne miejsce czy samodzielnie rozpocząć pewne działania. Zupełnie nieświadomie podpisują umowy, zgadzając się na pracę na cudzych kontach, które później zostają po stronie agencyjnej, albo nie uważają na pewne zabezpieczenia, nawet po stronie Business Managera, które można podjąć, żeby nie stracić w wyniku ataku hackerskiego takich dostępów. Dlaczego jest takie ważne to, żeby mieć te wszystkie dane u siebie i móc się później od nich odbić, na przykład przy kolejnych współpracach? Marcin: Mnie również boli to, że część agencji działa na swoich kontach reklamowych i podpina swój Piksel na stronę klienta. Z mojej perspektywy jest to ważne, ponieważ Facebook uczy się zdarzeń, uczy się ludzi, którzy dokonują interakcji na stronie i to wszystko sobie zapisuje. Widzi, kto dokonuje zakupu, kto wchodzi na stronę, kto dodaje produkty do koszyka, ile pieniędzy zostawia w takim sklepie i na tej zasadzie dokręca śrubę – dotargetowuje reklamy, które puszczamy, nawet w przyszłości. Niesamowicie ważne jest, żeby – tak jak my to robimy – działać na koncie reklamowym, na Business Managerze klienta. Niech za przykład posłuży sytuacja: kiedy kończymy współpracę z daną agencją, zapłaciliśmy Facebookowi za reklamę, zapłaciliśmy za zebranie tych wszystkich zdarzeń i gdy to nie dzieje się na naszym koncie, zostajemy z niczym. Artur: Mam dokładnie taką samą perspektywę i to jest powód, dla którego my w Digitalk działamy właśnie w ten sposób, wiemy, że z jednej strony są marketerzy, którzy znają się na tych rzeczach i być może wiedzą o tym, o czym wspomnieliśmy. Z drugiej strony, jest bardzo duża liczba przedsiębiorców, którzy podobnie jak Krystyna, przychodzą do jakiejś firmy i jej ufają, i zakładają, że ta firma wie co robi, traktuje ich uczciwie. Bo przecież może się okazać, że na przykład stracimy dostęp do jakichś danych, mimo że nie powinniśmy go stracić albo padniemy ofiarą jakiegoś ataku hackerskiego bądź innego problemu. Dlaczego warto te wszystkie informacje trzymać u siebie, żeby później móc z nimi wędrować po różnych miejscach. Pojawiła się Krystyna, której ostatecznie musieliśmy te wszystkie rzeczy założyć od nowa. I co się dzieje dalej? Marcin: Dalej zadziała się bardzo prosta rzecz. Umówiliśmy się z Krystyną na rozpoczęcie współpracy. Zazwyczaj jest to trwająca około godziny rozmowa telefoniczna. I przy projekcie z Mebloscenką otrzymałem masę informacji, jak u niej wygląda sprzedaż mebli przez Internet. Jak już ty padło wcześniej, Krystyna jest bardzo podekscytowaną tym, co robi i przekazała nam naprawdę bardzo dużo informacji. Mianowicie, od jakich produktów warto by było wyjść, jaka jest jej grupa docelowa i tak dalej. Wszystko to, co mówiła Krystyna, też potwierdziło się w Google Analytics. Bywa, że niektórzy klienci pytani o bestsellery, czyli produkty, od których możemy wyjść, żeby te wyniki osiągnąć szybciej, czasami podają nam produkty, które chcą, żeby stały się bestsellerami. W przypadku Mebloscenki faktycznie, były to najlepiej sprzedające się produkty. I od tego wyszliśmy. Bestsellery Mebloscenki i strategia marketingowa Artur: Krystyno, co u Ciebie jest takim absolutnym bestsellerem i dlaczego? Krystyna: Są dwa takie absolutne bestsellery. Pierwszym jest szafka telewizyjna Lowbo, marki Phormy. Jest niezwykła, po prostu przepiękna i świetnie się sprzedaje. Dlaczego? Może, dlatego że jest taka ładna i wyjątkowa. Myślę, że każdy, kto ma taką szafkę u siebie w salonie pod telewizorem, ma gwarantowany efekt wow. Drugim bestsellerem są stoliczki z litego, toczonego drewna dębowego, których kształt przypomina pionki szachowe. Według mnie są przepiękne i stosunkowo niedrogie, jak na tego typu produkty. Ten kawał takiego prawdziwego drewna, daje poczucie posiadania czegoś wyjątkowego, nietuzinkowego. To są dwa takie najważniejsze bestsellery. Artur: A masz u siebie jakiś nietrafiony produkt? Coś, o czym myślałaś, że będzie się świetnie sprzedawało, a okazało się, że jest inaczej i na przykład musiałaś wycofać ten produkt ze sklepu albo jest on dostępny i czasem się sprzeda, ale nie robi takiego szału, na jaki liczyłaś? Krystyna: Nigdy nie robiłam statystyk dotyczących tego, co jest słabo sprzedawalne. Raz na jakiś czas robię selekcję produktów, żeby nie było ich zbyt dużo. Kiedy zakładam sklep, to jednym z pierwszych moich założeń było to, żeby nie było w nim zbyt wielu produktów. Zależało mi na tym, ze względu na utrzymanie klienta. Jeżeli klient wchodzi do nas na stronę, to zbyt duża ilość produktów powoduje, że jest mu ciężko się zdecydować, bo wszystko mu się podoba i nie wie, co wybrać i co kupić. Selekcję robię też z innego względu. Niezwykle ważna dla mnie jest jakość i zadowolenie klienta i brak reklamacji. Jeżeli zdarzają się jakiekolwiek reklamacje albo jeżeli klienci dają sygnały, że to jednak nie jest taki produkt, jak im się wydawało, bo dostają do domu coś, co na zdjęciach trochę inaczej wyglądało i kiedy zdarzają się u jakiegoś producenta nagminne takie wpadki, to ja po prostu rezygnuję ze współpracy z tą firmą. Kolejna rzecz jest taka, że moja współpraca z producentami opiera się na kontakcie mailowym i telefonicznym. I jeżeli mam problem z tym, żeby się dodzwonić, dopytać albo kilka razy proszę o informacje, które są niezwykle ważne dla klienta, a ja muszę mu je przekazać i tego kontaktu nie ma, to wtedy również rezygnuję ze współpracy z taką firmą. Bo kontakt z klientem jest dla nas bardzo ważny. Ważne dla mnie jest, żeby informacja była na bieżąco, żeby klient wiedział, że na przykład jest opóźnienie albo że dzisiaj wyjeżdża towar i jutro musi się go spodziewać, żeby go odebrać. Wszystkie takie informacje są ważne, a ja muszę je na bieżąco otrzymywać. Więc jeżeli nagminnie nie dostajemy informacji od producenta, to z czasem też rezygnujemy ze współpracy. I wtedy właśnie wyrzucamy pewne produkty z oferty. Artur: Słuszne podejście, bo na koniec dnia nie liczy się tylko to, żeby ktoś miał i był w stanie dostarczyć piękny mebel, ale żeby był jeszcze zaufanym partnerem we współpracy. Jak to ładnie mówią Anglosasi – on daily basis. A o co najczęściej pytają klienci, zanim złożą zapytanie czy zanim zamówią produkt? Krystyna: Przede wszystkim są to pytania o doradztwo, konsultacje wnętrzarskie, czyli to, co ja uwielbiam robić. Od tak wielu lat projektuję wnętrza, że mogę powiedzieć, że się dobrze na tym znam i mam smykałkę do tego. Bardzo lubię, gdy klienci dzwonią albo piszą, że podoba im się dany mebel albo część mebli i pytają, czy to będzie pasowało do ich wnętrza. Często proszę klientów o zdjęcia wnętrz i wtedy, na ich podstawie czy opisów czego potrzebują, dobieram konkretny mebel z konkretnym wymiarem. Bo oczywiście wymiar również ma duże znaczenie. Mebel musi się zmieścić w danym wnętrzu, nie być za duży ani za mały. To są te pierwsze kontakty z klientem – jeżeli klient się przed zakupem odzywa, to dotyczy to przede wszystkim konsultacji wnętrzarskich. Artur: To fantastycznie. A zdarza się na przykład, że dzwoni do Ciebie ktoś i mówi: “A czemu tak drogo? A nie sprzeda Pani tego taniej?”? Krystyna: Raczej nie dzwonią z takimi pytaniami, bo widzą, jaka jest cena. Jeżeli dla kogoś jest bardzo drogo, to rezygnuje ze współpracy i niczego nie zamawia, i nie dzwoni. Natomiast oczywiście, są ludzie, którzy polują na jakieś rabaty, okazje i tak dalej. I zdarza się, że znajdą sobie jakiś mebel, upatrzą i dzwonią do wszystkich sklepów, w których ten mebel jest w ofercie i pytają, jaki rabat mogą uzyskać. Ale na szczęście w tej branży nie jest tak, że są sklepy, że jeden nie daje żadnych rabatów, drugi daje jakieś duże i później klienci są rozpieszczeni, i chcą nie wiadomo jakich rabatów. Zawsze można negocjować, porozmawiać. Ja jestem otwarta na takie rozmowy. Jeżeli są zamawiane również inne produkty, nie tylko jeden, to wiadomo, że wtedy możemy sobie pozwolić na jakąś ciekawszą ofertę. Zawsze też można zagrać na przykład darmową dostawą albo jeszcze jakimiś innymi bonusami. Artur: Muszę pociągnąć ten temat – czyli darmowa dostawa jako jeden potencjalny bonus. Masz przygotowany taki repertuar środków, po które możesz sięgnąć w rozmowie, jeżeli klient jest oczywiście price sensitive. Jednym z nich jest darmowa dostawa. Potwierdzamy, że w e-commerce darmowa dostawa jest bardzo pożądana. Myślę, że każdy, kto w tym świecie siedzi, to też się z tym zgodzi. Stąd też pewnie popularność dnia darmowej dostawy. Prawda? Natomiast, jakie są te inne argumenty, które jeszcze trzymasz w rękawie, po które sięgasz, kiedy klient mówi: “Dalej chcę negocjować”? Krystyna: Próbuję poszerzyć zamówienie. To znaczy – naszym klientem docelowym są ludzie, którzy są na etapie urządzania domu czy mieszkania, więc wiadomo, że gdy pytają o jakiś mebel, to nie jest on jedyną rzecz, której potrzebują do danego wnętrza. Próbuję więc przekazać klientowi, że jeżeli chce negocjować, to powinien zamówić więcej niż jeden mebel. Często nam się zdarza, i potwierdzają to nasze analizy, że jest cała masa ludzi, którzy najpierw zamawiają sobie jakiś mały, stosunkowo niedrogi przedmiot, mebel. Sprawdzają w ten sposób, jak wygląda współpraca, komunikacja. Czy wszystko jest porządku i czy transakcja przebiegła pomyślnie, i oczywiście, czy produkt się spodobał? A później zamawiają kolejny produkt i później jeszcze następny. I zdarzały nam się takie transakcje, że nawet trzy, cztery razy ludzie kupowali i za każdym razem sama transakcja była o znacznie większej niż poprzednia. Argumentem, żeby dać klientowi rabat, jest okazanie kuponu rabatowego na kolejne zakupy przez tych wszystkich, którzy wracają do naszego sklepu. Artur: Sprytne. Podzieliłaś się z nami ciekawymi radami. Czyli, w jednym przypadku ktoś przychodzi po rabat na jedną rzecz, a Ty mówisz klientowi, że może otrzymać rabat na kolejne zamówienia. Czyli taka lojalizacja konsumenta – bardzo dobre. A druga rada, która mi się spodobała, i jest dobrym insightem konsumenckim, to umożliwienie klientom sprawdzenia jakości, przez wybór na początku tańszego produktu. Ja tutaj, od razu, widzę taką radę dla osób, które zajmują się targetowaniem albo układaniem zestawów produktów w reklamach na Facebooku. Na samym początku można wydzielić, w ramach katalogu produktów, zestaw produktów o niższej cenie i do tych klientów, którzy jeszcze nie mieli styczności z marką albo ze sklepem uruchomić tego typu kampanię. Żeby zachęcić ich do kupienia tego, co jeszcze jest w ich zasięgu albo nie będą żałowali wydanych pieniędzy. Jeżeli nie będą zadowoleni z jakości, to albo spróbują dokonać zwrotu, albo nic nie zrobią. I myślę, że podejście takie jest niezależne od tego czy mówimy tutaj o produktach drogich, takich jak w Mebloscence, czy o potencjalnie innych sklepach. Pierwsze kroki w reklamie na Facebooku Artur: Wywołałem temat targetowania, a Marcin wspomniał, że na samym początku współpracy z Mebloscenką mieliśmy problemy wynikające z braku dostępów do danych na koncie, które trzeba było pokonać. Nasza sytuacja była wtedy niemalże startowa, zaczynaliśmy prawie od zera. I to jest dobry moment, żeby nawiązując do analizy Mebloscenki, powiedzieć sobie w ogóle o e-commerce, który jednak pewną sprzedaż generuje. Przejmujesz takie konto, zaczynasz od zera pod punktem analitycznym, jeżeli chodzi o historię na Facebook Adsach. Jakie są pierwsze kroki, które osoba rozpoczynająca reklamę na Facebooku dla sklepu internetowego powinna podjąć? Pierwsze kampanie, które się wówczas uruchamia, pierwsze określenie zainteresowań czy grup, które się ustawia? Jak Ty do tego podchodzisz? Marcin: Nie boję się testować. Są różne cele reklamowe na Facebooku i nie boję się ich używać. Zaczynam od tych sprzedażowych, a później dokładam kolejne klocki, mianowicie aktywność i tak dalej. Szukam zainteresowań. Tutaj mam na myśli kontekst, kiedy zaczynamy od zera i nie mamy za bardzo danych do analizy, patrząc pod kątem Facebooka. Szukam zainteresowań pokrewnych do danej branży. Jeśli chodzi o wnętrzarstwo, to mogą to być na przykład osoby, które się przeprowadziły, osoby zainteresowane jakimś designem. W przypadku produktów droższych te osoby mogą mieć bardziej luksusowe zainteresowania, bardziej górnolotne. Artur: Podasz jakiś przykład? Bo to jest ciekawe. Możemy posłużyć się Mebloscenką jako wzorem, bo zakładam, że w ten sposób podchodziłeś do targetowania w tym projekcie. Przy okazji Krystyna, która oddaje takie rzeczy specjalistom, dowie się co Ty tam właściwie robisz. Marcin: Myślę, że Krystyna jest bardzo dobrze poinformowana. Dużo czasu spędziliśmy na początku, żeby sobie to wszystko wyjaśnić. Pamiętam, że było kilka uwag, które sobie wyjaśniliśmy, nawet przed startem. Dokładnie to zrobiliśmy na Mebloscence: osoby po przeprowadzce, zainteresowane jakimiś dodatkami do domu. Przygotowaliśmy takich kilka grup zainteresowań i odpaliliśmy kilka celów reklamowych na początku. Artur: A jakie to były cele? Czy to była aktywność, by coś sprzedać z katalogu, czy tylko sama sprzedaż z katalogu? Marcin: Były kampanie, które miały nam zapełnić górę lejka i może trochę sprzedawać. To były kampanie na ruch. Były kampanie na konwersję z optymalizacją pod zakup. Nie boję się tego ustawiać na początku, nawet jeśli pierwotnie nie ma zdarzeń na Pikselu. Kampania na katalog – tutaj bardzo mocno polecam wykluczyć cały ciepły ruch, nie dodawać żadnych zainteresowań. Poczekać chwilę i zobaczyć, co się będzie działo. Bardzo często dobrze się to sprawdza, nie trzeba zawężać żadnymi zainteresowaniami. Naprawdę, polecam to sprawdzać. Artur: Bardzo ciekawej rady udzieliłeś. Z łatwością sobie poradziłeś, a wiem, że dla wielu, nawet zaawansowanych osób, zajmujących się reklamą na Facebooku jest to problem. Dlaczego nie dobierasz zainteresowań przy konfigurowaniu reklam? Marcin: Według informacji, które posiadam, Facebook działa na zasadzie maszyny e-learningu. Katalog jest połączony z Pikselem. Piksel zbiera zdarzenia, czyli uczy się tego, jakie osoby dokonują interakcji ze stroną i tak samo jest katalogiem. Piksel widzi, Facebook widzi, które osoby robią dane rzeczy i pokazuje odpowiednie produkty osobom, które potencjalnie są zainteresowane. Często scrollując wall na Facebooku, można zobaczyć na przykład jakiś sklep, na który nie wchodziliśmy, ale oglądaliśmy produkty, z którymi już dokonywaliśmy interakcji na innych stronach z danej branży. Myślę, że tak to działa – w takim dużym skrócie. Artur: Oznacza to, że ewentualnie system może dobrać je w tym momencie za nas? Marcin: Tak. Artur: Wspomniałeś również o tym, że gdy uruchamiasz kampanię sprzedażową, w tym wypadku na sprzedaż z katalogu, to wykluczasz z niej również ciepły ruch. Dlaczego? Marcin: Moim głównym celem jest dotarcie do nowych osób. Ja wykluczam osoby odwiedzające stronę www. Są to wszystkie osoby, które odwiedziły stronę www, osoby, które dokonały interakcji z reklamą, czyli aktywne w reklamach na Facebooku i aktywne w reklamach na Instagramie. Artur: Jest to bardzo ciekawa informacja i myślę, że warto ją trochę uzupełnić. Znaczy to, że tworzysz trzy grupy niestandardowe – to dla osób, które siedzą w reklamie. Jedna na podstawie profilu na Instagramie. Druga na podstawie profilu na Facebooku. Nie wszyscy wiedzą, że te dwie grupy trzeba stworzyć osobno. Do tego dokładamy tak bardzo szeroką grupę, której normalnie w reklamach nie używa się, ale w wykluczeniach już tak, czyli grupę osób aktywnych w ciągu ostatnich na przykład 100 dni czy nawet dłużej, a to wszystko po to, jeżeli dobrze Cię rozumiem, żeby ta jedna kampania katalogowa (w tym wypadku), która ma sprzedawać, nie kanibalizowała się z innymi zestawami reklam czy innymi kampaniami, które już działają i są kampaniami remarketingowymi. Czy taka jest logika za tym stoi? Marcin: Tak, zgadza się. Dziękuję Ci, że doprecyzowałeś. Właśnie dokładnie o to chodzi, żeby nie kanibalizować swoich reklam, nie przepalać budżetu i żeby, co moim zdaniem powinno stać na pierwszym miejscu, docierać do nowych osób, do nowych potencjalnych klientów. Artur: Tak. To jest rzecz, która często jest bardzo mocno zaniedbywana przez osoby zajmujące się reklamą na Facebooku i w innych systemach reklamowych. Ja sobie takie powiedzenie ukułem kiedyś, szykując się do wystąpienia, że: “Wykluczania to nowe targetowanie”. I od pewnego poziomu działań, tak jak widzimy na przykładzie Marcina i firmy Mebloscenka, nawet na samym początku, jedną z pierwszych rzeczy, o które trzeba zadbać, jest właśnie odpowiednia struktura kampanii. To z czasem pozwoli nam generować wyższe wyniki. Platforma sprzedażowa i prezentacja produktów Mebloscenki Artur: Krystyno, potracone konta nie były jedynym problemem. Było ich trochę więcej. Na przykład jedną rzeczą, która pewnie miała być przyjemnością, a okazała się drobnym wyzwaniem, była zmiana platformy sprzedażowej, na której stoi sklep. Dlaczego postanowiłaś zmienić platformę sprzedażową i jakie były reperkusje tej decyzji? Krystyna: Mebloscenka, powstała sześć lat temu na platformie Shoper. To jest taka polska platforma, bardzo prosta w obsłudze. Dla mnie – laika – dosyć trudna, ale mimo wszystko dałam sobie radę, bez większych problemów. Do tego tania w obsłudze. Gdy zaczynałam było to dla mnie to było ważne, ponieważ nie chciałam zbyt dużo inwestować. Nie wiedziałam, jak dalej będzie, więc chciałam skorzystać z czegoś taniego. Ale w miarę rozrastania się sklepu co jakiś czas okazywało się, że pewnych rzeczy brakuje i ta platforma jest na tyle zamknięta, że ciężko wprowadzić do niej jakiekolwiek zmiany. I powiedziałabym, że dotyczyło to drobnostek. Natomiast, z punktu widzenia użytkownika, czyli potencjalnego klienta – niezwykle ważnych. Chociażby obecny koszyk jest bardzo fajnie zakończony – klient nie musi przeklikiwać zbyt wielu kroków, żeby wypełnić cały formularz. Chodzi o to, żeby nie musiał zbyt dużo robić, bo teraz większość użytkowników chce zrobić szybko, w miarę sprawnie. Chce, żeby wszystko było czytelne i żeby było dużo informacji przy produkcie. Kolejnymi przykładami mogą być: koszt wysyłki i termin realizacji. W przypadku naszych produktów niczego nigdy nie mamy na stanie. Producenci również nie mają gotowych mebli, ponieważ jest zbyt duża możliwość personalizacji i wybrania sobie wariantów dotyczących danego produktu. Dlatego termin realizacji musi się pojawić w takim miejscu, żeby klient od razu wiedział, że nie będzie tak, że złoży zamówienie i po kilku dniach dostanie towar, który jest gdzieś na magazynie tak jak w wielu sklepach internetowych. Na nowej platformie jest taka możliwość, żeby wiele rzeczy temu użytkownikowi, klientowi pokazać. Również, jeśli chodzi o koszt wysyłki. Mieliśmy sporo statystyk, dotyczących produktów dodawanych do koszyka. Bardzo dużo tych koszyków było porzucanych. Najprawdopodobniej przyczyną było to, że nie było przy produkcie pokazanego bardzo dokładnie kosztu wysyłki. Jest to związane z tym, że każdy producent, każdy produkt ma inny koszt wysyłki. Produkty są bardzo różne pod względem gabarytów, producenci mają inne koszty wysyłki. I ten koszt nie pojawiał się na stronie produktowej w okolicach ceny, przez co klient musiał dodać produkt do koszyka, żeby zobaczyć, jaka naliczy mu się ta opłata. Artur: To są takie aspekty, o których się często nie myśli. W trakcie rozmów z klientami często dochodzimy do wniosku, że reklama to jest tylko częścią równania, odpowiedzialną za to, jaki nam ostatecznie wyjdzie wynik. Bardzo często, nawet najbardziej atrakcyjny ruch sprowadzony na stronę, może odbić się o proste rzeczy obsługowe. Bardzo mi się spodobał Twój przykład ze sposobem wyświetlania kwoty wysyłki. Jako żart, mogę przytoczyć historię klienta, również z branży meblowej. Rzecz w jego sklepie wyglądała z kolei tak, że kiedy się dodawało produkty do koszyka, to multiplikował się koszt dostawy. Czyli, mimo że on był widoczny wcześniej, to na poziomie dostawy, w wyniku błędu programistycznego, pokazywał się zupełnie inny – dwu-, trzykrotnie wyższy. I kiedy klient chciał sobie zamówić jakiś prosty puf, koszt zakupu wychodził mu prawie jak przy wysyłce u Ciebie całego jakiegoś dużego elementu umeblowania. I rzeczywiście, wszyscy te koszyki porzucali. Więc ważne jest, żeby dobrze analizować te dane. Fantastycznie, że byłaś w stanie sprawdzić, czy rzeczywiście są te porzucone koszyki. Widać, na tym przykładzie, jak istotna jest odpowiednia optymalizacja, dbałość o cały proces zakupowy od momentu wyświetlenia karty produktu, po prezencję informacji w tym zakresie. A kto jest autorem opisów produktów na stronie? Krystyna: Większość opisów dostawałam od producentów mebli. Przez wiele lat te opisy były kopiowane albo ze strony producentów, albo producenci mieli swoje własne opisy produktów dla dystrybutorów. Więc były oryginalne, tworzone przez wytwórców. Natomiast, w trakcie działalności podszkoliłam się z takich rzeczy, jak pozycjonowanie i co jest ważne, żeby te opisy były oryginalne i żeby nie powtarzały się nigdzie indziej w sieci. Od jakiegoś czasu współpracuję z firmą, która tworzy treści internetowe i zamawiam u nich pule opisów. W momencie, kiedy zaczynamy współpracę z nowym producentem, pojawiają się nowe produkty, to zanim dodamy je na stronę, zamawiamy opisy do tych produktów, żeby właśnie uniknąć powtarzania się treści. Na bieżąco też wymieniamy te stare wszystkie produkty, tak, żeby i one miały oryginalne opisy. Artur: A zauważyłaś może jakąś prawidłowość związaną z tym, że rzeczywiście produkty, których opisy zostały wymienione, nagle zaczynają się sprzedawać lepiej albo pojawia się mniej pytań, które przedtem padały? Krystyna: Raczej nie prowadziłam nigdy takich statystyk. W przypadku mebli sprzedają zdjęcia, nie opisy. Ludzie bardzo często nie czytają. Te opisy są tworzone tak naprawdę pod SEO. Natomiast, w przypadku Mebloscenki niezwykle ważne są zdjęcia. I miałam takie przypadki, że jakaś firma produkująca meble robiła zdjęcia półamatorskie, najczęściej telefonem, robiąc ustawienie mebli w aranżacji na jakieś białej ścianie. I te zdjęcia pojawiały się jako zdjęcia główne naszych produktów. W momencie, kiedy zrobili sobie profesjonalną sesję z zaaranżowanymi wnętrzami, ze swoimi meblami, natychmiast zainteresowanie było ogromne. My również, ustawiając zdjęcie główne produktów w sklepie, zawsze staramy się wybierać zdjęcia w aranżacji, a nie tak zwane packshotowe. Już się nauczyłam, że niezwykle ważne jest, żeby wpływać na emocje użytkownika. Pokazując mebel w jakiejś aranżacji, on od razu ma zupełnie inny odbiór niż taki mebel na białym tle. Klient od razu widzi, jaki efekt może uzyskać, jaki klimat może stworzyć dany mebel u niego we wnętrzu. I to są takie, powiedzmy, sztuczki i rady, i wydaje mi się, że to działa. Artur: Myślę, że są to bardzo cenne informacje. Zestawiając to z innymi kategoriami produktowymi czy usługowymi, z którymi pracujemy, dostrzegam, że obecnie w mediach społecznościowych od strony reklamowej jest spory zwrot w kierunku naturalności. Czyli, na przykład w wielu sklepach odzieżowych, z którymi współpracujemy poza piękną zaaranżowaną sesją zdjęciową z modelką, przygotowuje się zdjęcia typu selfie albo taki półamatorski backstage, podczas którego ktoś robi modelce zdjęcie podczas sesji zdjęciowej, ale to nie jest ten fotograf, tylko ktoś jeszcze z boku. W każdym razie ktoś robi takie zdjęcie z backstage’u. Ono jest zrobione komórką i obok tych wszystkich wycelowanych, pięknych zdjęć, mamy jeszcze takie coś, co jest całkiem amatorskie. I w niektórych projektach, w tym na przykład wśród klientów hurtowych, okazuje się, że tego typu zdjęcia sprzedają najlepiej. Można by teraz próbować to ekstrapolować i stwierdzić, że pewnie w innej branży to również zadziała. I tu pojawiasz się Ty, i twierdzisz, że akurat wnętrza, meble, szczególnie o takim poziomie cenowym, nie mogą z czegoś takiego skorzystać. Potrzebują zdjęcia aranżacji. To jest bardzo fajny insight i warto, żeby on wybrzmiał ponownie, czyli, że jeżeli mamy do wyboru, czyste zdjęcie produktowe, a obok tego zdjęcie w aranżacji, to tym, które docelowo ustawiasz jako pierwsze, i najczęściej decyduje o sprzedaży, jest to zdjęcie w aranżacji. Krystyna: Zgadza się. Artur: A ja, jako stary copywriter, stwierdzam, że jest mi przykro, że już ludzie nie czytają opisów. Krystyna: Ale czytają posty na kanałach w Social Media, myślę więc, że tam więcej treści można sobie wrzucać i o czymś ciekawym opowiadać. Marcin: Artur, myślę, że dobrze, że Twoja działalność ewoluowała do Social Mediów. Artur: W porę zmieniłem branżę, a do wszystkich SEO-wców, którzy piszą teksty, tylko po to, żeby nikt ich nie czytał, kierujemy: “Przykro nam”. Jak targetować reklamy, by dotrzeć do majętniejszych klientów? Artur: Mamy piękne zdjęcia, które mają przekonać ludzi, wiemy, jacy to mają być ludzie – Krystyna wspomniała, że są to osoby o bardziej zasobnym portfelu. Wiele osób może stwierdzić, że targetowanie tak zwanych bogatych czy generalnie powiedzmy osób z klasy wyższej, średniej i z zasobnym portfelem, którzy mogliby w Mebloscence zamówić sobie fajny polski design, uchodzi za niesamowicie trudne. I rzeczywiście nie istnieje przycisk: „Tutaj zbierz mi wszystkich bogatych” – klik – i w tym momencie te wszystkie reklamy robią się same. Tak niestety nie jest. Krystyna: A szkoda, bo to by było super. Artur: A wiesz, jaką byśmy mieli prostą pracę? To by było dobre, tylko działałoby tak, że my wiemy, że tak jest, a Ty byś nie wiedziała. Krystyna: Okej. Marcin: Wtedy moglibyśmy Ci mówić, że: “Zobacz, jak ciężko pracujemy”, a tam tylko klikamy i zamówienia wpadają. Artur: Na razie tak nie jest, więc Marcinie, co trzeba zrobić, żeby dotrzeć ze swoimi reklamami do osób, które lepiej zarabiają? Marcin: Myślę, że przede wszystkim nie trzeba się fiksować, na to, że koniecznie muszą to być osoby bogate. W różnych innych zainteresowaniach również mogą się znaleźć osoby o majętniejszym portfelu. Mianowicie, jeśli damy na przykład polski design w zainteresowaniach czy osoby po przeprowadzce, czy osoby zainteresowane stołem czy krzesłem, bo takie zainteresowania są, tam też mogą być osoby bardziej majętne. Dlatego nie boję się stosować na początku w testach bardziej ogólnych grup i pozwalać na to, żeby Facebook sobie to doprecyzował sam na przykład pod zdarzenia zakupu. Są różne zainteresowania, które mogą w tym pomoc, ale myślę, że nie trzeba aż tak mocno się na tym fiksować. Są zainteresowania typu: osoby podróżujące za granicę, luksusowe wycieczki, biznesowa klasa podróży czy coś takiego, i to jak najbardziej można stosować, testować, ale myślę, że jak chce się dotrzeć do bogatych, mając na przykład do zareklamowania meble, nie trzeba aż tak mocno się skupiać na tym, żeby zawężać grupę o jakieś bogate zainteresowania. Ja do tego tak podchodzę. Nie wiem, czy słusznie, czy nie. Artur: No właśnie. Dobrze, że padło to tutaj, bo stoi to trochę w kontrze do wielu porad, które można znaleźć gdzieś na blogach. Zresztą, ja sam mam na swoim blogu wpis o tym, jak targetować bogatych i tam też sięgam, w ramach proponowanych taktyk, po te najbardziej rozpowszechnione elementy, o których wspomniałaś. Czyli, na przykład osoby podróżujące, no bo skoro podróżuje, to ma pieniądze. Osoby, które niedawno się przeprowadziły – idealna kwestia w tym wypadku. No bo to wtedy jest motywacja, pewnie, żeby: “A zmienię coś w swoim życiu, na przykład mebel”. I kwestia, którą też poruszyłeś, czyli jakieś luksusowe marki i tym podobne. Ale Ty mówisz, że to nie wszystko i warto też przetestować na przykład rzeczy, które wydawałyby się tak banalne, że aż lepiej, po nie nie sięgać. Na przykład zainteresowanie: design, stół i krzesła. Jaka logika za tym stoi? Wspomniałeś, że wychodzisz z założenia, że Facebook to sam dotargetuje. Co przez to rozumiesz? Marcin: Według mojej wiedzy, Facebook dotargetowuje nasze reklamy pod kliknięcia, czyli widzi, jakie osoby wchodzą w interakcję z reklamami, wchodzą w interakcję z produktami na stronie, czy dokonują zakupów na stronie, i pod te osoby jakby – ja to nazywam – dokręca śrubę. Więc dlatego nie trzeba się aż tak mocno fiksować. Ja wiem, że jest spore grono specjalistów, które stosuje więcej wykluczeń w reklamach niż ktokolwiek inny. Tak na marginesie powiem, że często dostaję pytanie: “Jak tutaj zawężyłeś reklamy?”. Często w ogóle nie zawężam i to daje efekty. Więc tak, odpowiadając jeszcze raz na pytanie, myślę, że nie trzeba aż tak się fiksować nad tym, że muszą to być osoby targetowane po jakichś bogatych zainteresowaniach. Mogą to być osoby z branży i tam też w zainteresowanych ktoś się znajdzie. Artur: Uzupełniłbym to jeszcze w ten sposób, że na koniec dnia, oprócz grupy docelowej, znaczenie ma kreacja. Krystyna dokładnie o tym wspominała – że musi pokazywać zdjęcia w aranżacjach i tak dalej. Więc jeżeli pokazujemy coś, gdzie jednak widać cenę – a tak wyglądają te reklamy – widać, jaka to jest klasa, gdzie w copy zwraca się uwagę na te aspekty właśnie, że to jest polskie, że to jest tego typu design, że to są wysokiej jakości materiały, te wszystkie selling pointy, o których wspomniała Krystyna, to możemy sobie pozwolić na szersze zainteresowania i większą grupę, co za tym idzie – bo, jednak jeżeli ktoś kliknie tę reklamę, to sam ją trochę dotargetowuje i pokazuje Facebookowi – że tego typu osoby należy targetować później. Więc myślę, że to jest ciekawa rada. Czyli, nawet w przypadku biznesów, które wydawałoby się, że są idealnie skrojone pod niszowe targetowanie, możemy sobie zaszkodzić, zamiast pomóc, jeżeli będziemy rzeczywiście próbowali targetować zbyt wąsko. Niepopularne podejście do reklam a wyniki Artur: Twoje podejście, stojące w kontrze do powszechnie panujących przekonań, owocuje dobrymi wynikami. Czy możesz się z nami podzielić nieco, jakie to są wyniki? Marcin: Jeśli chodzi o konta reklamowe, managera reklam, osiągamy ROAS-y w granicach od 15 do 20. W jednym miesiącu mieliśmy 20, w drugim miesiącu mieliśmy 15, więc to już są takie dosyć ciekawe ROAS-y. Jeszcze mnie to niestety nie satysfakcjonuje, bo robiłem już reklamy w tej branży i wiem, że można tu wiele więcej, ale też i było sporo optymalizacji w biznesie Krystyny, tak że jeszcze chwilę i myślę, że te ROAS-y będą dużo, dużo wyższe. Artur: Ile czasu zajęło wypracowanie takich wyników? Marcin: Pierwsze wyniki były już po miesiącu. Myślę, że jest to związane z tym, że Mebloscenka, jako biznes, nie startowała od zera, miała już jakąś rozpoznawalność, no i daje się wyczuć w Krystynie, jak wielką energię wkłada w ten biznes i jak kontaktuje się z klientami. Myślę, że to bardzo pomaga w kampaniach reklamowych na Facebooku. Nie tylko ścisłe targetowanie, kreacja, ale też to jak się podchodzi do klienta, dbałość o klienta – z tego, co wiem – jest na bardzo wysokim poziomie. Artur: Cieszę się, że o tym wspominasz. Jak twierdzisz da się osiągnąć więcej. Podsumowując Twoją wypowiedź 1 złotówka zainwestowana reklamę przynosi między 15 a 20 zł obrotu, oczywiście w kontekście reklam na Facebooku. Marcin: I o wynikach z managera reklam, dokładniej. Plany Mebloscenki na przyszłość Artur: Krystyno, masz już fajną agencję, i to nie jedną, bo wiemy też, że współpracujesz z całym szeregiem specjalistów, bo przyznałaś się do tego. Mnie się niesamowicie podoba, to, że lubisz otaczać się osobami wyspecjalizowanymi w swoich działkach, które obdarzasz zaufaniem. Chciałbym, żeby więcej klientów na rynku myślało w taki sposób i ufało sobie nawzajem. Tutaj wszyscy jesteśmy partnerami, którzy pracują na Twój sukces, przy okazji też na nasz. Jakie są Twoje najbliższe plany na przyszłość? Co jeszcze zamierzasz wprowadzić w Mebloscence, na przykład w najbliższych miesiącach? Krystyna: W najbliższych miesiącach może nie będę niczego nowego wprowadzać. Na pewno będziemy cały czas jeszcze optymalizować się, stronę pod kątem użytkownika. Wprowadzamy teraz jeszcze dodatkowe filtrowanie, żeby klient, który wejdzie na stronę, wybierze sobie jakoś daną kategorię, wyświetli mu się X produktów, to żeby mógł sobie odfiltrować dokładnie to, czego szuka. Czyli przykładowo, jeżeli klient wchodzi na kategorię stoliki kawowe i wie, że szuka stolika kawowego z marmurowym blatem, nie interesują go żadne inne drewniane, stalowe, jakiekolwiek inne, po prostu sobie wybiera odpowiedni filtr i wtedy wyskakują mu wyłącznie stoliki, których szuka. To jest jeden z przykładów. Tego typu szczegółów do dopracowania na stronie jest sporo i zależy nam na tym, żeby dopracować i dokończyć tę optymalizację. Jeżeli chodzi o przyszłość, to ja jestem osobą, która wciąż się rozwija. Ja cały czas szukam jakichś nowości, czytam bardzo dużo w Internecie, newsletterów, blogów, słucham podcastów. Szukam ciekawych osób, które mają spore doświadczenie i staram się też śledzić trendy w e-commerce, bo to wydaje mi się niezwykle ważne. Trochę zaczęliśmy myśleć o tym, żeby zacząć publikować więcej treści wideo. Na razie, były jakieś tam pierwsze koty za płoty. Zrobiliśmy jeden webinar, pokazujący nas jako specjalistów, którzy konsultują i doradzają klientom, jak się urządzić i pomagają w urządzaniu. I w tym kierunku będziemy w przyszłym roku iść, ponieważ zależy nam na wypracowaniu profilu specjalisty. Czyli, nie tylko sprzedajemy meble, ale też chcemy pokazać, że urządzanie wnętrz nie jest jedynie domeną architektów wnętrz. Można też samemu bardzo fajnie sobie urządzić przestrzeń. Zresztą, teraz w ogóle jest taki trend, że bardzo dużo ludzi kupuje mieszkania i domy, sami sobie urządzają wnętrza, szukają inspiracji. I my, jako specjaliści, musimy im w tym pomóc. Więc, w przyszłym roku, będziemy skupiać się właśnie na treściach wideo, które będą sposobem dotarcia do klientów i pomocy w urządzaniu wnętrz. Również cały czas będziemy skupiać się na rozwijaniu sklepu pod kątem użytkownika. Artur: Czyli z jednej strony kontent, z drugiej strony wideo kontent, jako taka osobna kategoria, bo jest to tak niesamowicie ważne. Nareszcie nadszedł ten rok wideo, niczym rok mobile, tak jak wszyscy o tym mówili. Trzeciej strony, której nie ma, ale zwykło się o niej mówić – optymalizacja, która nigdy nie ma końca. Prawda? Krystyna: Zgadza się. Artur: Optymalizacja pod kątem tego, co tu się jeszcze da zauważyć na stronie, co by jeszcze się dało się zmienić, ulepszyć? Za tą sekcję reklamową będziemy odpowiadali my. To już jest ten moment, żeby zakończyć nasze rozważania. Być może będziemy jeszcze je kontynuowali – spotkamy się za jakiś czas ponownie, żeby powiedzieć co nowego w Mebloscence, jak wygląda sytuacja po kolejnych kilku miesiącach? Bardzo Ci dziękuję, Krystyno, za to spotkanie. Bardzo Ci dziękuję, Marcie, że byłeś tutaj z nami, jako opiekun tego projektu z ramienna Digitalk i osoba odpowiedzialna za te świetne wyniki reklamowe. Żegnają się z Państwem: Artur Jabłoński. Krystyna: Krystyna Dziewanowska z Mebloscenki. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Pozdrawiam. Marcin: Marcin Grzeszczuk. Bardzo dziękuję. Bądź na bieżąco z najnowszymi odcinkami podcastu "Rozmowy na zapleczu" i informacjami ze świata e-commerce Zapisz się do naszego newslettera Zapisując się zgadzam się z polityką prywatności. Grzegorz Frątczak: Cześć Jarku! Jarosław Banacki: Cześć! Cześć Grzegorz. GF: Jarku, dzisiaj zaprosiłem Cię do podcastu, żebyś opowiedział nam trochę o swojej firmie, którą tworzysz od 17 lat – jeśli strona dalej nie kłamie, bo to zawsze z tymi datami jest trochę różnie. JB: Najlepiej pisać od którego roku, prawda? GF: Tak. JB: Tak, to 17-18 lat. To prawda – tak będzie. Dziękuję za zaproszenie. GF: Czyli pełnoletni już niedługo? JB: Tak. To prawda. GF: To znaczy, że wypuścisz w świat, bez dozoru? JB: Może. Mamy system dziesiętny, to może 20-lecie będziemy świętować. GF: Okej. Jesteś szefem, właścicielem Gdybyś mógł krótko nam opowiedzieć, gdzie teraz jest Cyfrowe, żeby słuchacze mieli pewien kontekst. JB: No to tak. Wiek już podałeś. Miejsce urodzenia: Gdańsk. Jak duzi jesteśmy? Jest już kilkadziesiąt osób. Mamy 5 sklepów stacjonarnych w różnych miastach, mimo że głównie żyjemy z e-commerce’u. Za zeszły rok było 104 mln złotych przychodu. To robi jakieś tam wrażenie, gdy mówi się taką liczbę, tylko pamiętajmy, że my sprzedajemy drogie rzeczy. To nie są książki. Dla mnie zrobienie 100 mln z książki, to jest wielki szacun i chylę głowę. To jest rząd 5 tys. wysyłek miesięcznie plus sprzedaż przez sklepy stacjonarne. To mniej więcej charakterystyka jeśli chodzi o rozmiar. Jak wygląda charakterystyka klienta dla branży foto-video? GF: Tak, bo są to produkty premium, czyli różne aparaty i inne sprzęty po parę-, paręnaście tysięcy. JB: Nawet są takie – tak, to prawda. “Trzeba wziąć pod uwagę, że zmienia się klientela i sprzedajemy, rzeczywiście drogie rzeczy – dla profesjonalistów, dla biznesu. Zwykły człowiek, już – nie oszukujmy się – bardzo często fotografuje czy filmuje po prostu smartfonem. To wiemy i taka jest ewolucja rynku.” GF: Okej. I ta grupa docelowa Was nie interesuje? JB: Nie. Jak najbardziej interesuje. Z tym, że ona maleje. Po prostu. U nas kupują profesjonaliści, biznes i hobbyści. Mimo wszystko, masz większe możliwości kreatywne trzymając aparat niż smartfon i robiąc skomplikowane zdjęcia. Czy zdjęcie za zdjęciem, a tu mama dzwoni. Są takie różnice, które są wyraźne i myślę, że to się długo, długo nie zmieni. Zaufanie jako przewaga konkurencyjna w ecommerce GF: Tak myślę o tym, że mam wydać kilkanaście tysięcy złotych w sklepie za jakiś sprzęt, i oni mi to wyślą. Najpierw przecież, muszę przelać kasę – zapłacić. I muszę zaufać, że mi przyślą towar. Rozumiem, że tak działacie? Nawet przy tych dużych paczkach? JB: No tak, tak. Z resztą, jeżeli mówimy już o sprzętach po kilkanaście tysięcy złotych, no to nie oszukujmy się, że teraz już nawet dosyć trudno pobranie zrobić. Z resztą pobranie – i jego popularność dramatycznie zmalała, szczególnie w tym roku – to wiemy. No tak, ale tak jak już mówiliśmy, jesteśmy już tyle na rynku. Można przeczytać w sieci, w przeróżnych miejscach, że nie bawimy się w jakieś cegły w przesyłkach. To w ogóle nie wchodzi w grę. “Powiedzmy, otwieranie takiego biznesu w tej chwili i naśladowanie nas, to raczej dosyć trudne wyzwanie. Choćby właśnie z tego powodu – ugruntowanego zaufania w sieci.” GF: No właśnie, myślę, że to jest dość istotne w obecnym e-commerce’sie, że to zaufanie się buduje i trzeba jakoś pokazać klientowi, że: “U nas mogą bezpiecznie wydać pieniądze”. Jest to pewnie jeden z czynników: “Jak Ci nie zaufam, to pójdę na Allegro i będę miał to samo, a będę miał pewność, że pieniądze nie przepadną”. JB: Tak. Jest to kawałek budowy e-commerce’u – zaufanie. Szczególnie, jeżeli startujesz, to masz trudny orzech do zgryzienia. Jest efekt wielu czynników, które musisz złożyć. Może nie rejestruj spółki na Wyspach Owczych. Trzymaj jednak domenę “pl” i porządną stronę – od tego zacznij. Oczywiście, to nie wystarczy. GF: A co według Ciebie co jeszcze musieliście zrobić, żeby klienci Wam zaufali z taką kasą? JB: To jest ogromny proces. Pamiętam, że jak startowaliśmy w 2002/2003, gdzieś końcówką 2002 roku, to zaczynaliśmy sprzedawać przez Internet, ale bardzo dużo ludzi chciało jednak odbierać towar. To były inne czasy, i to zaufanie było dużo, dużo mniejsze. Nawet regulacje prawne, ochrona prawna była zupełnie inna. Dlatego więc był umożliwiony sposób odbioru. Dopiero w 2008 powstał pierwszy sklep poza Gdańskiem, a tak, to od początku działalności był sklep stacjonarny. No i na tym, że tak powiem, budowaliśmy nasze zaufanie. Rzeczywiście, fizycznie istniejemy, pokazujemy, że za tym stoją ludzie, że jest siedziba, że jest telefon stacjonarny. Wtedy to miało znaczenie, bo każdy numer komórkowy, to że tak powiem, to nie wiadomo co to jest. Że zniknie. Teraz to się już wszystko wypłaszcza. GF: A jak myślisz, czy coś jeszcze jest, żeby takie zaufanie do marki pozyskać? JB: Klasycznie… “…występujesz tam, gdzie ktoś inny zweryfikował Twoją tożsamość czy Twoją pewność biznesu i jakość. Choćby jesteś na Allegro, jeżeli tam masz opinię, to znaczy, że oni – takie Allegro – zadbało o to, nie wykopało nas, czy nie wykopało Ciebie. To znaczy, że mniej więcej jest okej.” Jesteś na Ceneo czy masz sposób płatności PayU, czy PayPal, no to też jakoś Cię zweryfikowali. To działa w ten sposób. Jeśli przyjmuje się dużo usług elektronicznych, jeżeli zautoryzujesz się swoim kontem, przelewem za złotówkę, to się przyjmuje, że bank Ciebie zweryfikował fizycznie z dokumentem, no to jesteś okej. Ty to Ty, czyli ja też Ci mogę zaufać. Przecież tak możesz założyć Profil Zaufany, który urzędowe wielkie sprawy potrafi założyć. Tutaj też to działa w ten sposób, że możesz przenosić. Kiedyś to działało: zależy co tam sprzedajesz, to bierzesz logo zaufanego partnera – dużej firmy, której produkty na przykład sprzedajesz no i przyjmuje się domniemanie – konsumenci przyjmują, że jeśli ta firma nie zareagowała, nie zagroziła: “Proszę zdjąć nasze logo z tej złej strony”, no to już jest kolejny jakiś kamyczek do budowania tego zaufania. Jak zbudować ecommerce od zera? GF: Wy budowaliście to zaufanie od 17 lat. Jak to się zaczęło? To 2003 rok? Tak? JB: To był gdzieś 2002. Był wtedy taki lekki kryzys, opóźniony po bańce internetowej. I tak jak liczyłem, to tak nie do końca mi się składały zyski z innej działalności. Wtedy sprzedawałem komputery, obsługa firm i tak dalej. No to tak mówię: “Boże, za te pieniądze, to lepiej iść na etat”. I tak się rozglądałem. Miałem wtedy aparat fotograficzny, cyfrowy. Wtedy na mieście, jak trzymałeś tak aparat z daleka, to się patrzyli jak na dziwoląga – to były takie czasy. I jakoś tak z jednym znajomym się skumaliśmy. Ktoś już tam sprzedawał przez Internet aparaty: “to żre, to jest przyszłość, warto to robić”. I tak zaczęliśmy już pod koniec 2002., a samo – domena, na czym już budowaliśmy markę, to była pierwsza połowa 2003 roku. GF: Czyli, po prostu, zauważyłeś, że tych produktów nie było i chciałeś je sprzedawać. Sam je sprowadzałeś? Czy miałeś jakiegoś hurtownika, od którego kupowałeś i dopiero odsprzedawałeś? JB: To było różnie, bo tu w Polsce już były jakieś dystrybucje. Troszeczkę z Niemiec. To wszystko raczkowało, było jeszcze mało marek, które w ogóle to produkowały. Więc – tak, zdobycie towaru nie było problemem. GF: Okej. Czemu klienci wtedy u Was zaczęli kupować? JB: Bo mieliśmy. Bo było taniej. Bo mieliśmy największy wybór. Bo fotografia cyfrowa zyskiwała na popularności i jak się szukało, to się znajdowało nas w Internecie. I tak wszystko to po kolei. GF: Czyli taka przewaga “pierwszego” na rynku? JB: Nie sądzę, żebyśmy byli pierwsi. Na pewno nie. GF: Ale w tym takim pierwszym trendzie? JB: Tak, w tym jakby pierwszym rzucie sklepów specjalistycznych, sklepów fotograficznych. Bo wiadomo, że elektro-markety, jak tylko to było możliwe, to też to sprzedawały. Ale byliśmy od razu specjalistami. ” Mieliśmy wszystkie marki, wszystkie akcesoria do tego i na tym zbudowaliśmy swoją tożsamość. Tak jesteśmy kojarzeni i tak zbudowaliśmy też kadrę, która rzeczywiście – skupia pasjonatów – ludzi, którzy się znają na tym. Mają, czy to studia kierunkowe, czy po prostu zarabiają na robieniu zdjęć, czy filmów. I to się obroni przed innymi firmami, które przerzucają pudełka i nie bardzo rozróżniają jedno od drugiego.” GF: Okej. A po czym klient rozpoznaje, że nie przerzucacie pudełka jednego po drugim? JB: Jeżeli już ma z nami kontakt, to wie, że jest ta fachowa porada. Jeżeli nie kontaktuje się z nami, musiałby uwierzyć na słowo, że jesteśmy fachowcami. Wtedy powiedzmy, wchodzi na stronę i patrzy, że my mamy tylko ten asortyment. Filmowanie, fotografia i od A do Z. Jeżeli oni robią tylko to, to się znają. To jest charakterystyka niszowych, czy – no nie wiem, jak to nazwać – monotematycznych? No nie uważam, żebyśmy byli niszowi, jeśli odpowiadamy za kilkadziesiąt procent rynku w Polsce, w niektórych kategoriach. Więc trudno powiedzieć. GF: To sporo. JB: Tak, ale jako branża można powiedzieć, to tak. To jest specjalistyczny – może nie niszowy, ale specjalistyczny sklep. No to chyba się zna. Idziesz do dilera Mercedesa, to chyba zna się na Mercedesach. Jak doradzać klientowi przez Internet? GF: Tak. Tak o to pytam, bo spotykam wielu chętnych do postawienia, zrobienia sklepu i jedną z rzeczy, którą mówią to: “My doradzimy klientowi”. Ja zawsze się pytam: “Ale jak doradzicie klientowi?”. W sklepie stacjonarnym przyjdzie klient i Wy mu tam doradzicie, to jest jedna rzecz. A na stronie internetowej, przez sklep, jak doradzić? I zastanawiam się zawsze co Oni przez to rozumieją? To nie jest takie hop-siup doradzać klientowi przez sklep internetowy. Nie wiem. Czy Wy macie jakiś wypracowany patent? Jak Wy to robicie, że klient wie? JB: Poruszasz bardzo fajny i trudny temat. Lojalność ludzi skaczących po stronach z jednej strony do drugiej jest żadna albo prawie żadna. Więc: “Tu skorzystam z wiedzy, a tu kupię, bo taniej” i tak dalej. Tak? To jest zagadka. Zależy, co sprzedajesz, bo jeżeli sprzedajesz lodówki, to nie wiem, co chcesz doradzać w lodówkach? Każdy wie, jaka lodówka jest, bo każdy ma lodówkę, tylko mu się zepsuła. Więc tu, z całym szacunkiem dla sprzedawców lodówek, wielkiej filozofii nie ma. Każdy twierdzi, że zna się na lodówkach. Na szczęście, fotografia i filmowanie, to jest dziedzina sztuki. To jest bardziej skomplikowane. I okej, każdy może “pyknąć” zdjęcie, ale niekoniecznie będzie to artyzm, albo czasopismo kupi to na okładkę. Prawda? W ten sposób. Tu jest dużo do zrobienia. Poza tym jest to proces tworzenia i satysfakcji z tego, że jednak zrobisz zdjęcie. Może jest już takich zdjęć 10 tys. jest w Google, ale to zrobiłeś Ty – samodzielnie uzyskałeś taki świetny efekt. Dlatego, to jest takie piękne. Że tak powiem – ładuje akumulatory. A wracając do pytania, do doradzania – no to cały content marketing. Kreowanie się na eksperta. Blogi, nie blogi. Konferencje i tak dalej. To jest żmudna praca. GF: Okej. A co rozumiesz przez content marketing w Waszym przypadku? Pisanie: “10 najlepszych aparatów cyfrowych w 2020”? JB: No tak. To tak brzmi trochę – ten content marketing, jak pod SEO. GF: Tak. JB: Prosty przykład – jeżeli naprawdę pokazujesz, jak zrobić lepiej zdjęcie zachodzącego słońca i piszesz to, i ktoś to robi, i to działa. Albo poddajesz fajnego tipsa, no to znasz się na tym. Jak zrobisz to 100 razy czy tam 200 razy i działa, to znaczy, że się na tym znasz. Jeżeli ktoś napisze i potwierdzi jakiś social proof: “Tak, oni się znają na rzeczy”, to ktoś to czyta i tak dalej, i tak dalej. I jest efekt kuli śnieżnej, i budowania całego tego wizerunku. Ale tego nie da się tak z dnia na dzień zbudować. Z dnia na dzień, to można było w tym roku założyć sklep z maseczkami. Wyrzucić dużo pieniędzy do Google’a i się sprzedawało. GF: Jeszcze jest to pytanie: “Za ile to kupiliśmy?”. Bo ja znam kilka osób, które kupowały maseczki w hurcie po 20 zł, zamiast 4 i sprzedawały po 50. JB: I teraz zostali z towarem. GF: Niektórzy tak. Najbardziej śmiałem się z tych, którzy mówili, że za drogo sprzedają. Ale to nie jest tak, że mogli na tym zyskać. Mogli też stracić, bo przecież to okno mogło się skończyć szybciej niż przewidzieli. Przecież maseczki, wbrew pozorom, zaczęły bardzo szybko tanieć. JB: Popyt i podaż. GF: Tak. Z tymi maseczkami było to jak takie trochę granie na giełdzie – czy wygram, czy przegram? Czy będę miał na czas? No dobrze. Czyli to jest to. Natomiast, zacząłeś – krok po kroku. Pierwszy sklep poza Gdańskiem w 2008. JB: Tak. To była Warszawa. GF: I co tam się działo? Warszawa? JB: Warszawa. GF: Czemu Warszawa? Ponieważ tu jest większy rynek? Czy jakiś inny powód? JB: Bo to duże miasto. Ponieważ było stamtąd dużo klientów. Chcieli mieć taką możliwość. Widzieliśmy również potencjał, że inni są tylko w Warszawie i dużo sprzedają. Cały czas widzieliśmy ten trend, że klienci potrzebują przyjść i zobaczyć fizycznie. Doradzić, a nie jednak wszystko przez Internet. No i dlatego. Jakie zmiany zaszły w ecommerce? GF: No tak, rzeczywiście. Jeszcze, pewnie wtedy ktoś, kto miał wydać kilka, kilkanaście tysięcy, to chciał przynajmniej mieć wymianę z ręki do ręki, że tak się wyrażę. I w czasie tych 17 lat, widzisz jakieś takie zmiany w e-commerce, które powodowały, że trzeba było inaczej podejść do całego biznesu, do modelu, żeby w ogóle utrzymać się na tym rynku? JB: Do modelu biznesowego? Nie. Model biznesowy raczej pozostaje ten sam, prawda? Kupujemy, sprzedajemy przez Internet. To zależy, jak kto rozumie model biznesowy. Zmiany są przeróżne. Jeśli się zastanowić, to sam wpływ Google’a i wszystkiego dookoła. To, że SEO kiedyś było bardzo prosto robić i dawało super efekty, a teraz to jest wielka rzeźba i niekoniecznie zadziała. Powiedzmy więc, że niekoniecznie model biznesowy, co strategie i na co postawić? Na priorytety? To tak. Kiedyś, były takie czasy, że nie było social mediów. Można powiedzieć, że ich nie było, albo na pewno nie miały takiej roli, jak teraz. Nie było tego, to się tym nie zajmowałeś. Byłeś tylko SEO, Google i jakieś katalogi, bo było coś takiego, jak katalogi stron. W ten sposób. I to wszystko. I Google AdWords. Teraz jest to w tylu przeróżnych miejscach: czy Marketplace’ach, czy blogach, czy przeróżnych tego typu serwisach. “Trzeba być tam, gdzie są klienci – to po pierwsze. No i zastanowić się, czy stać nas na to, żeby być wszędzie. Na pewno zmieniło się to, że jest to bardziej skomplikowane. I zaczynanie teraz – to albo masz unikalny produkt, mega pomysł, albo dużo pieniędzy, żeby naprawdę, gdzieś wypłynąć.” GF: Tak. JB: Ale wiem, jestem przekonany, że jest bardzo dużo nisz: nisz produktowych, nisz usługowych, nisz biznesowych, gdzie jest to możliwe. Nie sądzę, żeby ktoś był w stanie zbudować teraz – dzisiaj zacznie i zbuduje – na przykład kolejne Allegro, X-com, czy innego wielkiego. To bardzo trudne i na pewno nie z domowego garażu. Takie jest moje przekonanie. GF: Tak. JB: Jeśli już, to ma jakiś fundusz, jakąś wizję. I wielu było takich, którzy próbowali pobić Tuzów i tu się nie udało. Albo paliwo się skończyło. Po prostu. GF: Powiedziałeś, że jest wiele rzeczy do zrobienia, ale budżet ograniczony. JB: Tak. Priorytety w prowadzeniu sklepu internetowego GF: To jak wybierasz te rzeczy, które są do zrobienia w tym ograniczonym budżecie? Chciałem tu zauważyć, że nawet takie duże sklepy mają ograniczony budżet. JB: Tak. Klasycznie – patrzysz, ile włożysz i ile z tego wyjmiesz? Jeśli możesz to zmierzyć, to super. Jeśli nie możesz tego zmierzyć, to idziesz na wiarę czy na symulację, że ten produkt będzie się sprzedawał, ponieważ jest taki fajny. Po czym to poznasz? No – jest fajny, wszyscy o tym piszą. No i dobra – robisz, ryzykujesz. Stawiasz na to. “A pewnie nie jest żadnym odkryciem, że trzeba być zwinnym i weryfikować to czy to się sprawdziło, czy się nie sprawdziło. I ewentualnie podejmować bardzo trudne decyzje. Nie – zamykam tę linię produktów. Nie – przerzucam się na to . Szkoda, smutno, fajnie było, ale…” Wybieranie priorytetów – to mniej więcej w ten sposób. Oczywiście, zawsze można powiedzieć: “Bo ja chcę, bo jestem szefem”. Tylko gdzie to nas doprowadzi? Jeżeli podejmę 10 decyzji tego typu pod rząd, to możemy wylądować na poboczu. GF: Tak. JB: Według mnie: “…prowadzenie biznesu, to jest podejmowanie dobrych decyzji. I to co najmniej kilku dobrych decyzji pod rząd, albo znacząco więcej dobrych decyzji, niż tych złych. No bo zawsze jakieś porażki będą.” GF: Tak. Ja kiedyś usłyszałem, że: “Biznes jest prosty. Wystarczy robić dobrze kilkadziesiąt rzeczy na raz”. JB: Coś w tym jest. To na pewno bardzo pomoże. Szukanie szans na rozwój sklepu internetowego GF: Tak. To jest, po prostu, wiele rzeczy, którymi trzeba się zająć i dopieścić. Żeby było śmiesznie – nie trzeba robić ich perfekcyjnie, tylko żeby dobrze było. Tak jak Ty mówisz: tych dobrych decyzji musi być ciut więcej, a przynajmniej pozytywnych skutków tych decyzji, powinno być ciut więcej niż tych negatywnych. I ja się właśnie zastanawiałem, jak u Ciebie wygląda ta decyzyjność? To obserwowanie: “Okej, to teraz w to wejdziemy, albo w to nie wejdziemy? Albo to przestaniemy robić, albo to zaczniemy robić”? JB: Musisz chłonąć informacje. Czytać, co się dzieje. Patrzeć, co się dzieje. Patrzeć na dużych, na duże sklepy. I patrzeć, dlaczego one to robią? W jakim stopniu mi to pasuje? Jak to ma się do mojego biznesu? To nie chodzi o kopiowanie 1:1, w ciemno, ale szukanie bardziej inspiracji i zapytania: “Ale czy to u mnie ma sens? Na ile to ma u mnie sens?”. GF: Tak. JB: Czyli podpatrujesz innych. Niekoniecznie konkurencję. Może to być: ja robię w elektronice, patrzę w Fashion i: “O! A może to jest opcja?” i teraz masz. Później, czasami, jest taki dylemat, że jeśli nikt tego nie robi, to z jakiegoś powodu. I albo oni to sprawdzili, zmierzyli, że to nie ma sensu. Nie wiemy. Albo oni nie wpadli na to, że to zadziała również w tym biznesie. Wtedy, to już musisz podjąć jakąś tam decyzję, na podstawie czy intuicji, czy badań i sprawdzenia: “A spróbujmy”. Wiadomo, że teraz często się testuje. GF: Tak. JB: Robisz czy testy A/B, czy coś innego. Zobaczysz jak to się sprawdza, to wtedy rozszerzasz to na cały serwis. Wystarczy popatrzeć na dużych: czy Allegro, czy Amazon, czy Google. Oni są tak ogromni, że nie mogą włączyć jednej funkcji wszędzie. Musieliby to rozpropagować pod data center. Dlatego najpierw są lokalnie, dla jakiegoś rynku. Sprawdzają, jak to działa i dopiero później puszczają dalej. No i tak to w dzisiejszym świecie wygląda. GF: Czyli, przede wszystkim patrzysz na innych. Tak po pierwsze, żeby zdobyć wiedzę. Czytasz i na podstawie tego wyciągasz wnioski: “Co ja mogę zrobić? Gdzie te trenty idą? Jak to wpłynie na mój sklep? Co z tego ja mogę zrobić?”. JB: Tak. Patrzysz również na dane o swoim biznesie, którymi dysponujesz. Dane o klientach, ich zachowaniach, gdzie się zmieniają. Tak jak u nas – na przestrzeni lat ogromnie się zmieniło. Aparaty – sprzedaż aparatów szła gdzieś mniej więcej do 2010 roku. Wtedy na świecie sprzedało się około 126 mln aparatów cyfrowych i od tamtego czasu spada. Dzisiaj mamy 2020, to 2, 3 lata temu, to było 25 mln. Teraz już trochę wyhamował spadek, więc sprzedaż wynosi między 22-25 mln sztuk aparatów cyfrowych na całym świecie. Czyli, rynek spadł 4-5 razy. Wyzwania ecommerce w branży foto-video GF: I myślisz, że będzie dalej spadać? JB: Myślę, że tak. Na pewno się zmienia, bo to zmiany technologiczne i pewnie będzie jeszcze spadał. Z drugiej strony idą telefony komórkowe, które mają takie fiku-miku, wielkie możliwości. Z tym, że kupować iPhona za 5800, to może lepiej kupić takiego za 2 tys. plus za 3,5 aparat, który pewnie będzie robił zdjęcia lepiej. Raczej, przy tych poziomach cenowych, to tak. Z tym, że kiedyś to zejdzie, że za 2 tys. będzie robił cuda-wianki i na kiju: i rozmywał tło i wysyłał do babci z poprawionym tłem. GF: I masz taki plan na czas, gdy zapali się żółte światło: “Kurde, to za bardzo spadło i muszę wymyślić, co dalej z tym biznesem? Bo inaczej…” – no, model biznesowy. JB: Wiesz co, ja to żółte światło mam od 4 czy 5 lat, ale nadal rośniemy. GF: Okej, czyli zjadacie inną część rynku? JB: Tak, tak. To z pewnością. Inni stwierdzają, że nie warto. Jeżeli jesteś numerem 1, to przejmujesz rynek. GF: Okej. Czyli się specjalizujesz. JB: Poza tym, jest bardzo dużo nowych kategorii: drony, kamery sportowe, oświetlenie do studiów fotograficznych. I to nie tyle, że studia fotograficzne – to jakiś fotograf. W tej chwili to biznesy potrzebują. E-commerce przecież potrzebuje. Wiemy nie od dzisiaj, że dobre zdjęcie sprzedaje lepiej, niż opis. Tak? Musisz mieć dobre zdjęcie. Allegro wymaga od Ciebie dobrych zdjęć. Takich i siakich, i tak dalej. To już nie jest komórka na podłodze: “Pach! I lecę”. Takie zdjęcia, to sobie możesz ma OLX robić, żeby uwiarygodnić, że sprzedajesz prawdziwy przedmiot. To wiemy, ale to nie w profesjonalnym e-commerce. GF: Okej. Czyli z tego, co mówisz, zmienia się i trochę grupa docelowa, i trochę rynek się zmienia, a Wy się dopasowujecie do tego i dorzucacie kolejne rzeczy. JB: Tak. Z ostatnich lat, to rośnie jednak obrazek ruchomy, czyli jednak rośnie film, filmowanie. Nawet w e-commerce’sie. Prawda? GF: Tak. JB: Prezentacje produktów w formie filmu: czy to jakiś tan unboxing, czy to modelka chodząca po wybiegu, czy coś w tym rodzaju. No to, zdecydowanie to – to pomaga. Szczególnie, jeśli masz produkt nie taki, który ma na Filipinach i w Stanach Zjednoczonych ten sam opis, z czym my mamy problem, ponieważ te produkty są powtarzalne. Ale jeżeli jesteś szwalnią z Łodzi, to opis produktu powinieneś mieć rzeczywiście topowy. GF: Z tego, co mówisz, to masz takie podwójne wyzwanie? Nie dość, że zmienia się cały e-commerce, czyli to, że kończy się SEO, zaczynają się social media. Social media się kończą, czyli coś innego wchodzi, to jeszcze u Was jest: kończą się aparaty – trzeba wymyślić kolejny produkt, kolejną jakąś niszę, w którą wejdziemy i która pomoże nam utrzymać pozycję numer 1 w branży, którą sobie wybraliśmy. JB: Tak. Nie ma chwili oddechu – można tak powiedzieć. Tym bardziej, że to jest biznes bardzo kapitałochłonny. Dlatego te marże w elektronice są małe, ponieważ na tych 3%, czy 5%, jakieś tam złotówki są, bo to jest od dużej kwoty. Nikt ciuchów nie będzie sprzedawał na 5% czy na 10%, bo to jest głupota. Wiadomo. I nie da się za to wyżyć. A tutaj jest taka presja. I dwa, że jak jak rozmawiam ze znajomym, który ma sklep sportowy i on mówi, że ma magazynu 800 tys. złotych. Ja mówię: “Stary, to moja jedna dostawa lustrzanek czy aparatów”. GF: Tak. JB: A on pokrywa wszystko. Jak ma buty, to ma w różnej rozmiarówce. I on ma wszystko. I dobrze żyje na tym. No to ja mówię: “O rany!”. GF: Czyli jeszcze tu jest wyzwanie, żeby ten magazyn zapełnić i pewnie dobrych parę baniek gotówki, jak nie więcej, jest zamrożonych? JB: Tak. GF: Teraz, przy takiej marży – skąd wziąć taką gotówkę, żeby zamrozić na magazynie? JB: No tak – bogaty wujek z Ameryki. My już jesteśmy tyle na rynku, że cały czas reinwestowane zyski zbudowały pewien kapitał, więc jest dużo prościej. GF: A czy widzisz w swojej 17-letniej karierze, takie drastyczne i nagłe zmiany w e-commerce? Takie działania e-commerce, które miały wpływ na twój sklep? JB: Drastyczne zmiany w e-commerce? GF: Może nie drastyczne, ale takie znaczące? JB: Znaczące? Chyba nie wyczuwam takiego ogromnego jakiegoś przejścia – nie wiem – jakiś algorytm się zmienił czy ktoś tam, coś w tym rodzaju. Od wielu lat słyszymy, że jak Amazon wejdzie do Polski, to pozamiata. To może być duża zmiana, no ale to kolejny konkurent. Kwestia, jak bardzo będzie mu się chciało zamiatać. Co to znaczy, że on wejdzie do Polski? Przecież już można kupić. Nawet regulacje prawne: te zmiany w zwrotach czy coś, czy takie RODO, to były kolejne takie rzeczy, którymi trzeba się zająć, ale one nie spowodowały przewrotu na rynku e-commerce. To jest raczej ewolucja. Pamiętam, że jak zaczynaliśmy, czy gdzieś tam w latach 2006, coś koło tego, to pobranie odpowiadało za około 67% wysyłek czy zamówień. Teraz, nawet już przed pandemią jeszcze, to już było między 20 a 30%. Teraz, po pandemii, to już jest na szarym końcu. Z jednej strony pandemia, z drugiej strony wzrost zaufania do nas, z trzeciej strony wygodne płatności online, z czwartej strony ochrona prawna i bezpieczeństwo, z piątej strony jeszcze znowu zaznajomienie się z zakupami online. Czyli, już się nie boją tego, wiedzą, jak do tego przekonać. Więc to wszystko buduje to, że to jest taka ewolucja. Czy podążać za trendami w ecommerce? GF: To trochę też się mi potwierdza, że to nie jest tak drastycznie. Chyba że jest pandemia – to jest drastyczna rzecz. Ale, pewne trendy się zaczynają i one tak płynnie przechodzą. I to trwa trochę – rok, dwa. I teraz chyba ważniejsze jest pytanie, w który trend wejść? Który przetrwa tę próbę czasu? Bo pewnie nie pamiętamy, ile trendów nie przetrwało. I żeby wejść w dobrym momencie. JB: No – tak. To jest właśnie to, o czym mówiliśmy. Skąd inspiracje, jak to wyłapać i zadecydować, że robimy to, a tamtego nie robimy? Wskoczysz do tego wagonika, zapędzisz się i teraz postawisz wszystko, że teraz: voice search. Że w ogóle, w e-commerce’sie musi być voice search. No pewnie tak. Ale pytanie: czy już teraz? I pewnie: jak bardzo? Ja pamiętam, na jakiejś konferencji, chyba 2008 rok. Występowałem i już wtedy było, że aplikacje na komórki – to już trzeba mieć. Może to było troszeczkę później? Ale: czy mieć, kiedy mieć aplikację na komórkę? Sklep powinien mieć. Ja mówię: “Ale, to tak sprawdźcie co da to klientowi? Jaką wartość mu da i czy akurat Twój sklep – czy on będzie chciał zainstalować aplikację i korzystać. Jeśli on ma to samo przez stronę, to po co miałby mieć kolejną ikonkę? Na spokojnie się zastanowić”. Minęło lat 10 i my aplikacji nie mamy i nadal bym się zastanawiał, co mogę zaoferować w tej aplikacji bardziej niż na stronie. To jest raz. Dwa, no niestety, u nas się nie kupuje tak jak soczewki kontaktowe, gdzie w aplikacji mógłbym zrobić: Twoje ulubione soczewki – kliknij tu, ponów zamówienie czy coś w tym rodzaju, bo robisz to tak często. Nie jest to tak fajnie, że ktoś kupuje to bardzo regularnie. To nie jest karma dla psów. GF: Tak. Chociaż z drugiej strony, jeszcze dwa lata temu chciałem klientów, którzy pytali się mnie, że oni chcą aplikacje. I to był taki jakiś trend, że wszyscy muszą mieć aplikację na telefon. Teraz nie słyszę o tym. Chyba firmy, które miały klientów, że tak się wyrażę, na te aplikacje, już zobaczyły. Ja mówię: “Sorry, ale po co Ci to? Nie dość, że musisz gonić klientów do sklepu, to jeszcze do aplikacji? To jest 3 razy trudniejsze, żeby zachęcić kogoś do instalacji”. Szczególnie, że teraz ludzie nie instalują tylu aplikacji, co kiedyś. JB: No tak, to prawda. Ale jak masz taki biznes jak OLX i tam dajesz wygodną możliwość wymiany informacji pomiędzy kupującym, a sprzedającym, zamiast e-mail. To to już jest ta wartość, którą tak nie do końca na stronie zamodelujesz. GF: Tak. JB: W samym sklepie musisz jakieś funkcje zrobić, które są przydatne. “Ja potrafię sobie wyobrazić, że nawet my moglibyśmy mieć taką aplikację, tylko znowu to jest kwestia priorytetów. Ja wiem, co ja bym w niej umieścił i byłoby fajnie dla naszych klientów. No ale to – albo tamto. Co zrobić? Za co zapłacić?” GF: Tak. No właśnie, czy w ogóle w tym jest potencjał? To, że 5%. moich użytkowników będzie to wykorzystywać, to co mi z tego? Tak? JB: Tak jest. Obecność w social mediach – co jest miarą sukcesu w ecommerce? GF: I te trendy – właśnie – w które wchodzić? Tak sobie obejrzałem Wasze social media i mówisz, że social media weszły. I tutaj ujawnię tajne informacje: czyli na Facebooku macie z 25 tys., ale na Instagramie i na YouTubie to tam po 5 tys. Nawet niecałe. Tak? Instagram teraz szaleje, tam setki tysięcy. Ale pewnie to nie Wasz klient, który chciałby oglądać ładne zdjęcia? JB: Instagram, to jest o ładnych zdjęciach, więc jak my się zajmujemy zdjęciami, to też tam powinniśmy być. Tylko co z tego wyciągnąć? Że oni oglądają? Czy kupią, nie kupią? To jest na pewno element, że tam trzeba być i dawać jakąś inspirację. No ale to wiesz. Tu możesz więcej przyłożyć, tu mniej i tak dalej. Wśród naszej konkurencji jesteśmy niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o YouTube i to, że tylko tyle albo można powiedzieć, aż tyle subskrybentów. I nie kupionych w Indiach, tylko zasłużenie zdobytych w sposób organiczny, że tak powiem. GF: Tak się właśnie zastanawiam czy w ogóle macie szansę na większą ilość subskrypcji? Zwykły użytkownik nie będzie subskrybował kanału o aparatach, bo on potrzebuje tu i teraz, na przykład filmik instruktażowy, więc po co subskrypcje? U Was widzę, że też są informacje bardziej dla fotografów. JB: Naszym hasłem jest: “Lepsza fotografia, lepsze filmy”. My pomagamy w robieniu ciekawszych ujęć, ciekawszych kawałków. No bo, jak już wszyscy mają telefony i wszyscy kręcą, to: “Ja chcę zrobić to lepiej”. Czyli, weź tutaj, zaświeć tą lampą dodatkową albo weź przyczep telefon czy kamerkę na kiju i z góry przeciągnij, i tak, i zobacz jaki efekt jest. Satysfakcja i duma są wtedy ogromne, jeżeli pokazujesz rodzinie inne ujęcie na tym filmie czy w ogóle zdjęcie. I takiego nikt nie ma. Wszyscy mają te płaskie, jak Japończyk na tle pomnika – taki przysłowiowy, stereotypowy. GF: Tak. JB: Więc, tu jest duże pole do popisu, bo jeżeli wszyscy robimy zdjęcia – zobacz, nawet sam Instagram wykreował to, że muszą być takie cukierkowe, piękne i tak dalej. Niektórzy robią po 17 razy to zdjęcie. Nawet selfie, że musi być to, to w kadrze, ostre i tak dalej. Potencjał jest i to nie tylko dla fotografów. GF: Tak. Ostatnio poznałem Joasię z Zielony Detox. Joasia robi filmy z komórki. Ale takie bardziej wiedzowe, bo ona ma o suplementach, o zdrowym życiu i aż mnie zszokowała, że to wideo jest słabej jakości. Audio jest okej, bo mikrofon zewnętrzny ma. Natomiast, wiedza, którą ona przekazuje, jest dużo ważniejsza, niż samo wideo. Ona ma po 25 tysięcy subskrypcji na YouTubie i na Facebooku, i poprzez te kanały sprzedaje ze swojego sklepu. I to pewnie wynika stąd, że trzeba wiedzieć, czego oczekuje nasza grupa docelowa. Co jest ważne? U niej ta wiedza, którą przekazuje jest ważniejsza. U Was pewnie to zdjęcie i parę innych, żeby w ogóle się przenieść się do świadomości. JB: Tak i nie. Odpowiedz sobie na takie pytanie: “Co by było, gdyby jeszcze oprócz audio miała świetny obraz?”. I nie, że przez godzinę tylko siebie pokazywała, ale plansze, pokazała produkt. GF: Tak. JB: Nie wiem – jeśli to by był YouTube i tak dalej. Masz wtedy i dobre audio, i dobre video. I ten, kto chce oglądać, to ogląda. Ten kto nie chce, to tylko w tle. Wtedy masz dodatkowe, moim zdaniem, ileś procent ludzi zadowolonych czy chętnie oglądających. Ale to jest znowu kwestia priorytetów. Naucz się, podłącz sprzęt, zrób, zmontuj. A może na żywca? GF: Tak. JB: Ja absolutnie tutaj nie deprecjonuje. Super! Brzmi jak ogromny sukces i rzeczywiście ogromna wiedza, więc trzymam kciuki i wielki szacunek za coś takiego. Ale jest jeszcze ogromne pole do popisu. Prawda? GF: Tak, oczywiście że jest. Ona też zaczyna. Tylko po prostu mnie tak zszokowało, że pomimo, że tak zaczęła – po prostu zaczęła robić. Niektórzy chcą do perfekcji i nie zaczynają robić, a Joasia zaczęła po prostu to robić. I to wzięło, zagryzło. Myślę, że bardzo duże znaczenie ma to, kim jest nasza grupa docelowa i czego oczekuje? Co im dać, żeby ich przyciągnąć do naszego sklepu? JB: Dokładnie, dlatego – to o czym mówiliśmy – jak trudno jest zacząć. To jest świetne. To jest fajne. To daje taką energię, że nadal są biznesy, sektory czy obszary, na których to można robić. Oczywiście, ja bym się nie rzucał na kolejny krem czy kolejny sklep z kosmetykami, bo się totalnie na tym nie znam. Jak dla mnie, to jest ich tak wiele, że głowa boli, ale na pewno da się to jakoś tam spozycjonować. Kiedy i co ile weryfikować grupę docelową? GF: Tak. Powiedz mi, co ile weryfikujecie czy wasza grupa docelowa, Wasz idealny użytkownik się zmienił? Skoro się rynek zmienia. Analizujecie? Maciej spisane – to się teraz tak dobrze nazywa– persona zakupowa? JB: Persony? GF: Tak. Opisane dokładnie. JB: Nie mamy tak jak w kalendarzu – co luty zmieniamy. To tak nie ma. GF: Okej. JB: To bardziej wynika z czegoś – albo że pojawiają się dane, albo pojawia się problem, albo pojawia się wyzwanie, że chcemy zrobić coś nowego: “To hej! A to zbadajmy, ile tych klientów jest takich, a ile zmieniło takich”. GF: Tak JB: Bardziej w ten sposób. GF: I to robicie jakieś badania? Czy po prostu, na danych w sklepie jak to widzicie? JB: Dane w sklepie lub próbkujemy. Zdarzało się, że robiliśmy ankiety. Tylko, że to jest zawsze deklaratywne i to różnie wychodzi. Bardziej na tym, na co mamy i to próbkujemy, do czego to jest. Ale to tak trudno jest na przykład zmierzyć, jaki procent, czy który klient? Jaki procent obiektywów jest używany do filmowania, jaki do fotografowania? GF: Okej. JB: No nie zmierzysz. Możesz się zapytać, ale on mówi: “To i to”. A w jakim procencie? “No nie wiem”. GF: Okej. JB: Więc, nie wiesz, ilu masz filmowców, jak duży jest rynek filmowy czy coś takiego. W tej chwili jednak aparatami mocno się filmuje. GF: Tak. JB: One dały nowe możliwości kreatywne. Jak się spojrzy na najnowsze czy ostatnie jakieś seriale, czy Netflix’a, czy HBO, czy coś, no to widzimy tę głębię ostrości, kręcenie Tilt-shiftem, czyli część ekranu jest rozmyta: lewa, prawa – nie. Punkty ostrości, płynne przejścia, to to kiedyś można było robić – oczywiście. Tylko, że kamerą za pół miliona, wypożyczenie 25 tys. za dobę, czy coś w tym rodzaju. No i to było zarezerwowane dla innych obszarów. GF: Czyli, po prostu na bieżąco zmieniacie te persony. I mówisz, że bardziej próbkujesz. Jeśli chcesz mieć na przykład jedną personę, to ile według Ciebie klientów musisz mieć przepytanych minimalnie, żeby uznać, że to całkiem dobrze oddaje to kim jest Wasz klient? JB: Teraz to bardziej jest tak, że przyrostowo – nie że czysta kartka i badamy kogo mamy, tylko masz i sprawdzasz czy nadal jest taki udział procentowy w nich. Modyfikujesz to co już miałeś. To pytanie jest trudne, żeby tak jakby wprost odpowiedzieć, jakbym zaczynał od pustej kartki. GF: Okej. Czyli macie po prostu jakieś stałe grupy, które patrzycie czy się procentowo zmieniają, czy nie doszła jakaś nowa grupa? JB: Tak. A to wtedy czujesz, że po prostu: “Patrz, sprzedaje się taki produkt, to, albo jest jakiś trend, ludzie, moda: Okej, to teraz jest młodzież, która kręci, nie wiem – coś tam – taniec albo Street art i coś. Aha, okej. Jaki to jest, mały procent? Czy to jest nowa? Czy to będzie rosło?”. No na razie to mamy incydentalnie, no to zapisujesz sobie, że to jest do obserwacji i bierzesz jakieś dane, że to jest tyle i tyle ludzi i spójrzmy tam za ileś miesięcy, jak to jest. GF: A ta wizja, którą miałeś na początku budując sklep oddaje to, gdzie jesteście teraz, czy się kompletnie zmieniła? JB: W większości oddaje, ale nie jesteśmy na końcu. To jeszcze nie. Musisz mnie zapytać za parę lat, to tak, to wtedy. GF: A jaka jest wizja końcowa? Zdradzisz? Czy to wewnątrz tylko? “Numer 1 w Polsce i na razie nie na Świecie”. JB: Nadal… Nie, nie, nie. Nie na Świecie. Nie da rady. Ale tak – być Numerem 1 w Polsce. Na pewno, na tym obszarze utrzymać tę pałeczkę lidera, zdominować ten sektor. Ale dalej, no tego to nie mogę Ci powiedzieć. GF: I później będziecie takim monopolem, jak kiedyś była Telekomunikacja Polska albo Microsoft. I wszyscy będą skakać tak jak zagracie. JB: No dobrze, dobrze, tak tego sobie życzę. Uważam, że pozycję mamy znaczącą. To cieszy. To jest ogromny sukces całego zespołu, każdego z osobna i wszystkich nas razem, więc to na pewno cieszy i ładuje akumulatorki, że się chce dalej robić. GF: Tak. Ja się w ogóle zastanawiam, bo już trochę powiedziałeś, że jakbyś miał dzisiaj otwierać Cyfrowe, to pewnie byś nie otworzył, bo to chyba jeszcze nie ten moment rynku, żeby budować taką markę. Dobrze zrozumiałem? JB: Tak. Chyba tak. Z elektroniką jest ciężki temat. GF: A jak byś miał tę wiedzę, którą masz dzisiaj i zaczynał w tamtym roku – czyli w tym 2003, to szybciej i łatwiej by Ci poszło? Jak to oceniasz? Te całe doświadczenie, które zebrałeś przez te 17 lat? JB: Zdecydowanie. Ale to wiesz, że umieramy i wtedy mówimy: “O żebym ja to wiedział za młodu”. GF: Okej. JB: Więc to na pewno. Zresztą, jeśli bym się przeniósł w czasie, no to miałbym wiedzę kosmiczną o pewnych rzeczach, że ludzie patrzyli by się na mnie jak na wariata. Więc to nie, to pewnie bym mnóstwa rzeczy nie wykorzystał, bo to nie byłby czas. Na przykład zaczynając, sklep napisaliśmy go sami, bo nie było gotowych platform, tak wprost. GF: Tak. JB: To tak nie było. Więc no, to już jest coś. Ale, przede wszystkim, na pewno by poszło szybciej, sprawniej i lepiej, bez jakichś tam błędów. Ale na takim polu prowadzenia samego, normalnego biznesu – nie mówię e-commerce, technologia – tylko biznes, relacje z ludźmi, zarządzanie ludźmi. I w ten sposób. Ustalanie celów, te umiejętności miękkie i tak dalej. “To jest ogromne doświadczenie, którego nie zdobędziesz w miesiąc czy w dwa, na jakimś kursie. Musisz się potknąć, musisz się sparzyć, musisz wiedzieć, jak rozpoznawać ludzi.” Ja po iluś set, że tak powiem, rozmowach rekrutacyjnych czy zatrudnieniu iluś tam ludzi, no to też mam większą wiedzę do tego jak i kogo – że tak, no to powiem – szufladkować, tylko że do czego się gościu nadaje, a do czego nie i z kim chce współpracować. No to są takie rzeczy i to wtedy idzie prościej łatwiej. GF: Czyli, z tego co mówisz, to trochę tak jak w tej przypowieści chyba biblijnej, a może to nie biblijnej. Że jest bogaty człowiek i biedny. I biednemu dali tę ogromną fortuną od bogatego, a bogatemu zabrali. Dostał 0. I po 5 latach zrobiło się znowu na odwrót. Tak że ten bogaty wiedział, jak dojść do tej fortuny, że tak się wyrażę, a biedny przepuścił, bo nie wiedział jak tymi pieniędzmi zarządzać. JB: Może się tak zdarzyć. Może się tak zdarzyć, bo jeżeli to nagle przychodzi, to możesz tego nie udźwignąć. GF: Zastanawiam się też, jak duże znaczenie ma taka wiedza, którą Ty masz, odnośnie commerce’u versus trochę farta. Gdybyś miał otworzyć teraz nowy sklep, to trzeba wybrać branżę, w której siądziesz. I albo się ma wyczucie – ale też tam jest szansa na wygraną/niewygraną, bo to doświadczenie, które masz pewnie by zaprocentowało dużo bardziej, niż jakby ktoś zaczynał jako amator. Nie mówiąc już, że pewnie łatwiej byłoby Ci wybrać branżę, w której miałbyś otworzyć sklep, żeby to w obecnych czasach miało ręce i nogi. Tak? JB: Tak. GF: Bo z tego co mówisz teraz Cyfrowego sklepu byś nie otworzył. JB: Wiesz co, to jest złe słowo. Ja kocham to co robię. Fotografia, film to piękna sprawa. Więc jeśli o tę stronę pytasz, to tak, może byłoby dużo ciężej otworzyć. Może bym był na tyle głupi żebym się kopał z koniem mając 50 tys. w kieszeni. To rzeczywiście, to bym się kopał z betonową ścianą. To w tym sensie. Nie założylibyśmy bo na dzień dzisiejszy startowanie ze sklepem z elektroniką, z fotografią no to jest… Ciekawe jaki ktoś ma pomysł na to, żeby zaistnieć. Jeżeli jest jakaś konkretna nisza albo Ty jesteś jakimś mega specjalistą w takiej, a nie innej fotografii i coś tam, no nie wiem, no produkt jest powtarzalny i to jest to jest pewien problem. Jak znaleźć pomysł na ecommerce? GF: Jarku, powiedziałeś – ja tak wysnułem, że jeśli miałbyś otwierać sklep, to pewnie w jakiejś niszy, z unikalnym produktem, a nie powtarzalnym. No właśnie, bo teraz na wiosnę wszyscy chcą otwierać sklepy internetowe. Wszyscy mówią: “Kliknij, kup”. Jeśli Ty byś miał otwierać teraz sklep, to czym byś kierował? W co byś wchodził? JB: Wiesz co – pewnie w to, na czym się znam. W to, gdzie mam jakąś przewagę konkurencyjną. Czyli często są to takie historie, że ja mam, nie wiem – pieniądze, mam lokal albo jestem informatykiem, a Ty jesteś marketingowcem. Albo: ja wiem, jak założyć sklep, a ty tam z tych Chin, Indii czy z Filipin będziesz ściągał cokolwiek. Jakieś tam ciuchy. O w ten sposób. I łączymy. I wtedy określasz, że ten klient, to będzie taki i taki. I ktoś może zrobić wielkie pieniądze. Tak jak w Kalifornii było swego czasu, jakieś legginsy do jogi w różne takie wzory pstrokate. No sorry, ale nie pamiętam nazwy. No i wielka moda, hype, po strasznych dolarach to kupione i każdy kto chce się pokazać, to tylko w tym ćwiczy. Kupę hajsu zarobili. Nie wiem jak teraz – czy nadal tak jest? Ale jak tym dobrze zarządzą, to na całe Stany, na inne kraje. “Moda, kreowanie. Jest przestrzeń, więc to co potrafisz, to co czujesz, to co wykryłeś i zobaczyłeś na innych rynkach, i tam to działa. Pytanie, czy u nas zadziała. Trzeba szukać inspiracji. Podróże kształcą – zawsze tak mówiono.” GF: Tak. JB: Poszerzają horyzonty, więc jak najbardziej. Teraz trochę gorzej z tymi podróżami, ale zachęcam. Jest naprawdę dużo możliwości. Dobrze się przygotować, nie rzucać się, że po pierwszej wracam z Indii i mówię: “A teraz będę to robił i już zakładam”. Pierwsze co, to rejestruje na platformie sklep. GF: Tak. JB: Może tak lepiej, przygotować się, policzyć, sprawdzić. Może poszukać – może już jest 10 takich sklepów. No i jeśli nawet jest 10, to sprawdzić, co mogę zrobić dużo lepiej niż oni. GF: A myślisz, że wejście w taką branżę, jak mówisz, bez pieniędzy, w obecnych czasach, jest szansą? Czy pomimo tego, że to jest unikalny produkt, trzeba też mieć hajs na to, żeby płacić za te wszystkie różne rzeczy które e-commerce teraz wymaga? JB: Znacznie łatwiej jest zaczynać z jakimś budżetem. No ale te opowieści, że miał 3 tys. złotych, założył sklep i tak dalej. No tak, fajnie. Tylko zajęło mu to strasznie dużo czasu później. A teraz zajmie też – jeszcze więcej. Więc jeżeli ma trochę więcej, to nie przepuścić od razu. Ale robienie teraz sklepu po godzinach, bo normalnie jest się na etacie. No nie. To jest albo jedno, albo drugie. GF: Nie wszedł byś w ten biznes? JB: No, tak średnio. Nie wiem, może ktoś się nudzi po pracy, czy coś i rzeczywiście może zainwestować dużo czasu, to nie mówię, że się nie uda. Tylko albo stawiasz na jedną kartę, dajesz te pieniążki, oszczędności i nawalasz, i patrzysz – zadziałało. No to zadziałało, to super. Nie zadziałało – okej, to wymyśl jakoś inaczej, coś innego. GF: Właśnie, tutaj zaczynamy i teraz… JB: Nie… “…nie mówię, że musisz mieć milion od razu. Nie! Tego nie chciałem powiedzieć, ja zachęcam naprawdę do przedsiębiorczości, do pomysłów. Ale przemyśleć to, popatrzeć na spokojnie, x razy .” GF: Skonfrontować to z innymi, którzy się znają. Ja często mówię dzwoniącym do mnie: “Wyszukaj frazę e-commerce manager, konsultant, zadzwoń do 3. Wydaj tysiąc złotych, 2 tys., 3 tys., jaki tam masz budżet na te konsultacje. Oszczędzi Ci później dużo pieniędzy niepotrzebnie wydanych, a z drugiej strony skonfrontujesz swój pomysł z rzeczywistością. Z jedną osobą to bym nie ryzykował, bo mi się może coś wydawać i mogę się mylić. Ale z 3 czy 4, już można. JB: Jak jesteś bardzo chory to lepiej pójdź do 2, 3 lekarzy i wyciągnij średnią, co Ci jest, żeby Ci nie wycięli tego, co jest zdrowe akurat. W ten sposób. GF: Tak. JB: I to tak jak mówisz. Bo to tak, jak kolega Ci poleca film, żebyś obejrzał, że to super film. Jeśli nie znasz do końca kolegi, jakie on ma tam spaczenie czy po prostu gust, no to tak, to możesz się zanudzić. Jak się wyróżnić w ecommerce? GF: Tak. No właśnie, bo teraz jest tak duża konkurencja. Każdy ma podobny pomysł na to, jak robić reklamę. Każdy robi kontent, to co ty Jarku w Cyfrowe. Każdy robi SEO. Każdy robi te różne rzeczy. Ja kiedyś analizowałem kanały YouTube z jogą. Ja lubię ćwiczyć jogę. I zauważyłem jedną rzecz: gwiazda ma strasznie dużo tych wszystkich subskrypcji, druga osoba za nią ma dwa razy mniej. Kolejna dwa razy mniej. Kolejne dwa razy mniej. Być może na poszczególnych poziomach jest tam nie jedna osoba, ale z 2, 3. Ale to widać, że to na takich poziomach schodzi. JB: Logarytmicznie troszeczkę. Nie? GF: Tak. JB: Tak jest, ale wiesz, to wynika z ludzi, z natury ludzkiej, że mamy ograniczoną percepcję. Ile znasz marek ekspresów do kawy? Może ze 3? Tak? GF: Tak. JB: No to, ile możesz znać kanałów o jodze. Jak jesteś tam jakimś fanatykiem jogi, to i jesteś w tym biznesie, że tak powiem, w tym obszarze – to znasz dużo. Ale dlatego, jak ktoś robi coś dobrze, to już później kula śnieżna pędzi. Weź zatrzymaj Amazona. GF: No właśnie. Tak sobie przypomniałem, że taki trend jest – wszyscy robimy kursy internetowe. JB: No tak, przyspieszyło nieuchronne. To znaczy, to był trend, który był, tylko wolniej się rozwijał. Pandemia nie tyle, że zmieniła świat. Ona przyspieszyła nas o 3, 4 lata pewnie technologicznie i w różnych rzeczach Witam. Byłbym bardzo wdzięczny za sprawdzenie poprawności mojej odpowiedzi na maturze podstawowej z j. angielskiego. Treść zadania: Jesteś na kursie językowym za granicą. Napisz wiadomość do kolegi, z którym chodzisz na zajęcia.  Poinformuj go o spotkaniu Waszej grupy po zajęciach.  Powiedz, jaki będzie temat spotkania.  Wyjaśnij, dlaczego powinien ze sobą zabrać laptop.  Zaproponuj wspólny powrót po spotkaniu. Moja odpowiedź: Dear John, A quick note to tell you that after classes I'm going out with our group to the pub to discuss about a new film directed by James Cameron. Join to us and take your laptop because we want to watch that film together. After that you can go home with me. Bye, XYZ Byłbym również wdzięczny za sprawdzenie mojego listu. Treść zadania: Właśnie udało Ci się sprzedać jakiś przedmiot przez Internet. Napisz list do znajomego z Anglii.  Wyjaśnij, co postanowiłeś(-aś) sprzedać i dlaczego się na to zdecydowałeś(-aś).  Wspomnij, jak zachęciłeś(-aś) do kupna tego przedmiotu i o co pytały osoby zainteresowane kupnem.  Wyraź zadowolenie z uzyskanej ceny i napisz, na co przeznaczysz pieniądze.  Poinformuj, w jaki sposób chciałeś(-aś) przekazać tę rzecz nabywcy i jaki problem wyniknął w związku z jej przekazaniem. Moja odpowiedź: Dear John, Hope you are well and schooling is not killing you. I'm writing to tell you my news. Do you remember my old MP3-Player which I got on Christmas? Well, I sold it because I bought a new one month ago, which is so much better. I wrote a funny poem about that thing and included (tu wiem że źle, powinno być enclose) a stunning photos. I got a lot of messages from people, who was asking me if i could hand in this in person and how expensive is my MP3-Player. I'm so happy because I earned 100$ and now I can buy a present for my Mum to celebrate Mother's Day. I wanted to hand in MP3-player in person but I couldn't find a house of person, who bought it. After two hours I found it. That's all for now. Write to me soon. Regards, XYZ. Z góry dziękuję za pomoc! ;)

właśnie udało ci się sprzedać jakiś przedmiot przez internet